Dostęp Otwarty

Felieton

Co gryzie profesora Wciórkę?

Prof. dr hab. med. Jacek Wciórka

Small dsc 3448 kopia opt

Prof. dr hab. med. Jacek Wciórka

Opodal miejscowości Ościsłowo, kilkaset metrów w głąb lasu, na północ od ruchliwej szosy łączącej Ciechanów z Glinojeckiem mieści się niewielki cmentarzyk. To miejsce, gdzie 20 lutego 1940 roku Niemcy rozstrzelali trudną do ustalenia, ale idącą w setki liczbę osób niepełnosprawnych i chorych psychicznie z ziemi ciechanowskiej. Prawdopodobnie rozstrzelano ich nad dołami, do których wpadały martwe już lub martwiejące ciała. Wcześniej, w ramach tej akcji „łaskawej śmierci” władza okupacyjna przymusiła rodziny do zwiezienia swych chorujących bliskich do Ościsłowa pod pozorem badania lekarskiego. To oczywiście tylko jeden z wielu przykładów fali zagłady, już od początku okupacji skierowanej przez Niemców w Polsce przeciw chorym i niepełnosprawnym w ramach zbrodniczych praktyk eugenicznych. Fala ta rozlewała się potem, grzebiąc według ostrożnych szacunków około dwudziestu kilku tysięcy chorych i niepełnosprawnych psychicznie. Wcześniej mordowano już chorych w samej III Rzeszy, a później także w kolejnych okupowanych lub podbijanych krajach. Łącznie wymordowano kilkaset tysięcy „niegodnych życia” osób, które zawiniły, bo ich obecność stanowiła – jak twierdzono – obciążenie i koszt, a śmierć miała nieść żyjącym poprawę kondycji społecznej i czystości rasowej oraz niemałe oszczędności.

Mord w Lesie Ościsłowskim wyróżniał się, jak można sądzić, tym, że oprawcy nie zabili osób zgromadzonych w szpitalach psychiatrycznych, lecz podstępnie wyciągnęli chorych z domów, oraz tym, że w dołach śmierci znaleźli się także ludzie niepełnosprawni fizycznie. „Selekcję” ułatwiła zapewne znacząca liczba dysponujących odpowiednim rozeznaniem kolonistów niemieckich w przedwojennym Ciechanowskiem. Może dlatego na grobowcu zapisano: „wróg skazał ich na śmierć, bo w ich chromych ciałach biły polskie serca”.

Small 1 opt

Ryc. 1. Mogiły pomordowanych przez hitlerowców osób niepełnosprawnych i chorych psychicznie w Lesie Ościsłowskim.

Jednak jeszcze bardziej krzycząca dziś do nas wydaje mi się inna część nagrobnej inskrypcji: „Pamiętaj! Przez śmierć ich chciano nam odebrać wiarę w godność człowieka”. Piszę „dziś”, bo przecież odbieranie życia w imię agresywnych ideologii oraz pośpiesznie, a czasem wręcz karykaturalnie rozumianego interesu indywidualnego czy społecznego jest znów tematem aktualnym. A opłacalność terapii, wsparcia i opieki bywa przedmiotem kontrowersji. Widzimy i słyszymy, jak postęp technologii medycznych ułatwia manipulacje dotykające życia, nadaje im często pozory moralnej neutralności, okrywa autorytetem nauki, przewrotnie kojarzy z prawami jednostki. Dlatego tamta ofiara wymaga pamięci, bo jest – tak wtedy, jak i dziś – palącym wyzwaniem dla naszego rozumienia takich pojęć jak ludzka godność, solidarność, miłość, wolność, odpowiedzialność!

W maju 2007 roku Polskie Towarzystwo Psychiatryczne wystąpiło z ideą upamiętnienia zagłady chorych psychicznie w postaci pomnika umiejscowionego w Warszawie, ponieważ: „Pamięć o tej ponurej zbrodni oraz o wartości poniesionej ofiary – w znacznym stopniu niestety bezimiennej i często zapominanej – jest ważna także dla współczesności i przyszłości. Czas stereotypów, bolesnego napiętnowania i wykluczania osób cierpiących z powodu choroby psychicznej jeszcze nie minął. Trzeba uczyć, dlaczego takie postawy mogą deprawować i pamiętać, do czego mogą być wprzęgnięte”. Pomniki nie służą ofiarom, które upamiętniają – służą tym, którzy powinni pamiętać. I czuwać, by nie zatracić siebie i innych. Ale pomnika nie ma, a i pamięć o jego potrzebie jakby wysycha i umyka psychiatrom z pola uwagi.

Patrząc na surowe, betonowe krzyże w przepięknym o tej porze roku Lesie Ościsłowskim, nie mogłem uwolnić się od pytania, czy odczytaliśmy już istotę tamtych wydarzeń i płynących z nich powinności?