Aktualności naukowe

Może robimy coś nie tak? A przynajmniej nie do końca…

prof. dr hab. n. med. Łukasz Święcicki

II Klinika Psychiatryczna, Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Medycyna robi postępy, i to wielkie. Nie ma więc w zasadzie powodów do marudzenia. Wcale nie piszę tego ironicznie. Bo ludzie to by tylko narzekali, a przecież docenić też trzeba.

No chyba że ktoś właśnie ma grypę. Albo natręctwa. Albo otępienie. Wtedy te postępy już nie są tak duże i docenić może ciut trudniej.

Ale może postępy są, tylko robimy coś nie tak? Może nam się leki mylą na przykład…

Choćby takie natręctwa. Prawdopodobnie występują znacznie częściej, niż wskazuje na to podręcznikowa epidemiologia, ale są zjawiskiem tak trudnym i budzącym takie zażenowanie u doznających ich osób, że wielu pacjentów po prostu się do nich nie przyznaje.

Standardem leczenia są od lat leki przeciwdepresyjne o działaniu serotoninergicznym. Tyle że co najmniej 40% chorych nie reaguje wystarczająco lub źle toleruje taką terapię. Pilnie poszukiwane są więc inne metody leczenia lub modyfikacje metod dotąd stosowanych. Jedną z nich jest dodatkowe podawanie (bardzo brzydko nazywane augmentacją, nie chcę jednak używać takich słów na wypadek, gdyby pismo wpadło w ręce dzieci) memantyny. Jak wiadomo, jest to specyficzny antagonista receptora N-metylo-D-asparaginowego (NMDA) zarejestrowany w leczeniu choroby Alzheimera (nie bez powodu użyłem słowa „zarejestrowany”, ponieważ leczenie AD nieszczególnie nam jak na razie wychodzi).

Grupa autorów z Iranu1 postanowiła dokonać przeglądu dostępnych badań oceniających skuteczność memantyny jako dodatkowego leku stosowanego w terapii natręctw o umiarkowanym lub ciężkim nasileniu. Autorzy odnaleźli 8 badań spełniających przyjęte pr...