Skoro lekarze są drodzy, ograniczmy dyżury?

10 września 2018

Kontrowersyjny pomysł resortu zdrowia ma swoich zwolenników.

Specjalista w szpitalu ma wykonywać procedury, a nie nudzić się i spać.
Resort przymierza się do podziału szpitalnych dyżurów na ostre i tępe, co nie jest pomysłem nowym, ale na pewno kontrowersyjnym.
Dyżury tępe byłyby pełnione przez lekarzy zdalnie. Lekarz przyjeżdżałby tylko w razie konieczności.
Zdaniem prof. Jarosława J. Fedorowskiego, prezesa Polskiej Federacji Szpitali, pomysł na sens. – Mamy zbyt wielu lekarzy dyżurnych w szpitalach. Czasem w szpitalu kilkusetłóżkowym dyżuruje kilkunastu lekarzy, bo każdy oddział ma swojego dyżurnego – mówi podyplomie.pl prof. Fedorowski. – Przyszłość szpitali to opieka wielodyscyplinarna, oddziały wieloprofilowe i lekarze hospitaliści (szpitalny lekarz pierwszego kontaktu). Chirurg lub kardiolog interwencyjny powinien być dostępny w czasie, gdy trzeba wykonać daną procedurę. Powinien on zarabiać nawet 200-300 zł za godzinę i pracować efektywnie, bez możliwości spania, a po pracy mieć czas na odpoczynek – dodaje prof. Fedorowski.
Jak napisała „Rzeczpospolita”, resort rozważa zmiany, bo dyrektorzy szpitali coraz częściej alarmują, że stawki za dyżury lekarskie sięgają horrendalnych kwot. Dla anestezjologa lub radiologa to nawet 200 zł za godzinę. Mniejsze szpitale, które muszą dyżurować w trybie ostrym, nie są w stanie sprostać tym oczekiwaniom finansowym. – Dajemy je im, bo standardy anestezjologiczne zmuszają nas do zapewnienia jednego anestezjologa na bloku, a jednego na oddziale położniczym, nawet gdy – jak w moim szpitalu – przeprowadzamy jedną operację na trzy dni, a poród zdarza się raz na dwa tygodnie – przyznaje w „Rzeczpospolitej” jeden z dyrektorów.
Odpowiedzią na ten problem mają być nowe rozwiązania przygotowane przez Ministerstwo Zdrowia. Szpitale o najniższym stopniu referencyjności nie musiałyby utrzymywać całodobowej gotowości bloku operacyjnego ani pełnej obsady personelu: lekarzy zabiegowców, anestezjologów, pielęgniarek instrumentariuszek i salowych.
Chorzy trafialiby do szpitali o wyższym poziomie referencyjności.
Mniejsze szpitale mogłyby także dzielić się dyżurami i pełnić je naprzemiennie.

ID

Komentarze (1)

Dziękujemy, za dodanie komentarza

, aby komentować

XX

16.09.2018 09:05

Banialuki.
w szpitalch powiatowych nierealne- jest tam i tak tylko kilku lekarzy po jednym na oddział, bo ginekologo-chirurga anie internisto-pediatr0-neonatologa nie ma.
Tych rzekomo lekarzy pod telefonem co to przyjadą z domu?? zadna siła nie zmusi do takiej pracy chyba że za stawke równa dyżrowi stacjonarnemu.
Realne w dużych miastach co mają dwa trzy jedoimienne jedoimienne oddziały .A bajzel będzie nieprawdopodobny.Wystarczy pocztać o Wrocławiu -neurochirurgia odległa o kilkaset metrów jedna od drugiej,przekazano chorego co było logiczne i zasadne,ale afera z karami gigantyczna.

0