Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy ma 30 lat

Bilans sukcesów i porażek

18 października br., w dzień świętego Łukasza, patrona lekarzy, minęło 30 lat od zarejestrowania Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy – poinformował we wpisie na stronie internetowej OZZL dr Krzysztof Bukiel, współzałożyciel i szef związku.
Związkowiec przypomina początki organizacji: OZZL był pierwszym po II wojnie światowej związkiem zawodowym lekarzy, niezależnym od władzy i nawiązującym w ten sposób do tradycji przedwojennego Związku Lekarzy Państwa Polskiego (ZLPP) założonego w Warszawie w roku 1919, istniejącego do 1939 r. Po wojnie komuniści nie zgodzili się na istnienie odrębnego związku zawodowego lekarzy, gdyż był to – ich zdaniem – przejaw nieakceptowalnej „kapitalistycznej” tradycji i utworzyli związek zawodowy dla wszystkich pracowników służby zdrowia, uznając, że odrębne zdanie lekarzy w ich sprawach zawodowych nie jest potrzebne.

Dr Bukiel zauważa, że obecnie rządzący nawiązują do tej niechlubnej spuścizny, prowadząc negocjacje w sprawie ustawowych płac minimalnych dla lekarzy w tzw. Zespole Trójstronnym ds. ochrony zdrowia, w którym nie ma miejsca na odrębny związek zawodowy lekarzy, a zdanie lekarzy może być wyrażone tylko wtedy, gdy wstąpią oni (ich związek) do większej struktury (tzw. centrali związkowej), która skupia także innych „pracowników służby zdrowia”.

OZZL od początku istnienia był ukierunkowany konfrontacyjnie do PRL-owskiej spuścizny. Przejawiło się to w kilku aspektach: w dążności do utworzenia organizacji reprezentującej wyłącznie lekarzy, w programie związku postulującym reformę ochrony zdrowia w kierunku rynkowym z lekarzem jako zawodem wolnym, w wielkiej oddolnej i niezależnej aktywności społecznej lekarzy po latach PRL, gdy taka aktywność była zakazana – zaznacza dr Bukiel.

OZZL został stworzony oddolnie przez lekarzy, którzy z reguły nie mieli wcześniej żadnego związkowego doświadczenia. Część z nich wywodziła się z NSZZ „Solidarność”, który (podobnie jak obecnie) zajmował się przede wszystkim innymi zawodami medycznymi, uznając, że „lekarze sobie poradzą”.

Przewodniczący przypomina, że od początku działania OZZL prowadzone były dwutorowo: z jednej strony dążyliśmy do zmiany systemu ochrony zdrowia w kierunku rynkowym, z drugiej – działaliśmy na rzecz poprawy wynagrodzeń lekarskich w tym systemie, który jest. Stąd niektórzy zarzucali nam brak konsekwencji i twierdzili, że sami nie wiemy, czego chcemy. Jednego dnia domagaliśmy się bowiem wolnych cen i wolnego rynku, drugiego – lepszej siatki płac dla lekarzy, ustalanej przez ministra zdrowia. Nawiasem mówiąc, ten stan trwa do dnia dzisiejszego, z tą różnicą, że dzisiaj OZZL akcentuje bardziej tę roszczeniową stronę, bo trudno mieć nadzieję na jakieś sensowne rynkowe zmiany w publicznej ochronie zdrowia, gdy rządzi partia, która – w tym zakresie – jest nastawiona skrajnie etatystycznie i głosi niemal wprost potrzebę powrotu do PRL-owskiego modelu „państwowej socjalistycznej służby zdrowia”.
Dr Bukiel wylicza też szereg działań: protesty i manifestacje, strajki lokalne i ogólnopolskie, grupowe zwalnianie się z pracy i strajki głodowe, urlopy „na żądanie”, protest „statystyczny”, niewypełnianie aktów zgonów, kart rozliczających wykonanie świadczeń przez szpitale, wypisywanie masowo pacjentom „zielonych recept”, niewypisywanie zwolnień L-4 i protest „pieczątkowy” przeciwko ustawie refundacyjnej.

– Szczególnym rodzajem naszych działań były różnego rodzaju happeningi i akcje medialne, niekiedy o charakterze prowokacji, jak np. wydanie „kartek na zdrowie” na rok 2001, przesyłanie politykom „zestawów do samoleczenia”, przydatnych z powodu drastycznego niedoboru lekarzy, wysyłanie kartek do marszałka sejmu i prezesa NFZ z żądaniem zwiększenia nakładów na lecznictwo, akcje ulotkowe i plakatowe – pisze szef związku. – Na początku XXI wieku publikacji naszych (płatnych) ogłoszeń odmawiały popularne gazety, dzisiaj – firmy zarządzające bilbordami lub właściciele budynków, na których te bilbordy wiszą. Przyczyna jest taka sama: obawa przed podpadnięciem rządzącym.

Osobno wymienia kroki podejmowane na polu prawnym: nie tylko reprezentowanie lekarzy w ich indywidualnych sporach, ale i działania, które miały wpływ na wszystkich lekarzy i warunki ich pracy.
To dzięki nim wpisano przed laty do przepisów prawa „wysądzony” przez OZZL dodatek nocny do wynagrodzenia za dyżury, później – zasądzono tysiącom lekarzy dodatki do wynagrodzenia za dyżury jak za godziny nadliczbowe. Indywidualna akcja dr. Czesława Misia, członka OZZL, prowadzona jednak przy wsparciu (prawnym i finansowym) związku, doprowadziła do przyspieszonej implementacji unijnej dyrektywy o czasie pracy. Ostatnim polem aktywności OZZL na tym polu są dodatki covidowe. Tych spraw można liczyć na setki.
ZK OZZL złożył kilkanaście wniosków do Trybunału Konstytucyjnego, w tym np. o uznanie, że dyżur lekarski jest czasem pracy, że tzw. trzynastka nie powinna być wypłacana z funduszy kas chorych, ale z dodatkowych środków budżetu państwa i inne. Przez te wszystkie lata można było zauważyć jeden istotny trend. – O ile na początku TK rozpatrywał nasze wnioski w ciągu kilku miesięcy, z czasem roku, półtora, to po jakimś czasie okres rozpatrywania przedłużył się do 3 lat, a przed podjęciem sprawy TK stwarzał mnóstwo biurokratycznych barier, żeby tylko nie dopuścić do merytorycznego rozpatrzenia sprawy. I wcale nie mówię tutaj o obecnym Trybunale (jak by się mogło niektórym wydawać), ale o działaniach sprzed wielu lat, które – w tym akurat zakresie – są konsekwentnie kontynuowane – zaznacza dr Bukiel.

Jak się dowiadujemy z wpisu, związek wielokrotnie interweniował też w organizacjach międzynarodowych, upominając się o odpowiednie warunki pracy i płacy polskich lekarzy: w MOP, Parlamencie Europejskim, Komisji Europejskiej. W razie potrzeby składał doniesienia do prokuratury na działania dyrektorów szpitali łamiących prawo, niektórych dyrektorów kas chorych, prezesa NFZ czy premiera RP.

OZZL angażował się też w działania proreformatorskie. Brał udział w pracach Społecznej Komisji Zdrowia przy NSZZ „Solidarność”, gdzie powstał projekt ustawy o kasach chorych, był autorem obywatelskiego projektu ustawy zmieniającej ustawę o kasach chorych, która miała być konkurencją dla wprowadzenia NFZ (i likwidacji kas), opracował własną ustawę o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym opartym na tzw. bonie zdrowotnym i rynkowej alokacji środków przeznaczonych na leczenie, podejmował wiele prób tworzenia szerszych koalicji – różnych środowisk związanych z ochroną zdrowia – na rzecz rynkowej reformy systemu.
OZZL konsolidował też różne środowiska ochrony zdrowia w celu wspólnego działania na rzecz – czy to racjonalnej reformy, czy – w przypadku związków zawodowych – lepszych płac pracowników medycznych.

Wśród inicjatyw, które wyszły z OZZL, przewodniczący wymienia
m.in. powołanie Porozumienia Zielonogórskiego, jako organizacji skupiającej lekarzy POZ podpisujących kontrakty z NFZ. Z OZZL wyodrębnił się też związek zawodowy anestezjologów. – Powstanie OZZL i jego działania były też inspiracją dla innych do powołania odrębnych związków zawodowych skupiających określony zawód. Jest bowiem oczywiste, że przedstawiciele danego zawodu lepiej będą reprezentować swoich członków niż wielkie centrale związkowe obejmujące wiele zawodów albo nawet i branż. Największym takim jednozawodowym związkiem jest Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, którego założycielki wprost przyznawały się do inspiracji OZZL-em – pisze Krzysztof Bukiel.

Przewodniczący zastanawia się także, czy zakładane cele zostały osiągnięte. Zasadnicze wśród nich to: doprowadzić do zmiany systemu ochrony zdrowia w Polsce na taki, który uwzględniałby mechanizmy rynkowe oraz doprowadzić do sytuacji, gdy wynagrodzenie lekarza specjalisty będzie wynosiło co najmniej 3,5 średniej krajowej (później ten wskaźnik, podobnie jak wskaźniki dotyczące lekarzy bez specjalizacji, zostały przez OZZL nieco zmienione, aby dopasować je do postulatów izb lekarskich).
I odpowiada: Jeśli chodzi o system – po roku 1999 wprowadzono do niego pewne elementy rynkowe, z których – nota bene – skorzystali również lekarze. Stali się oni właścicielami wielu tzw. NZOZ-ów, które podpisały kontrakty najpierw z kasami chorych, później z NFZ na udzielanie świadczeń gwarantowanych. Ich właściciele i zatrudniani przez nich lekarze raczej nie narzekają na złe wynagrodzenia. Także kontrakty lekarzy w szpitalach – pewna namiastka wolnego zawodu lekarza, przyniosły wiele pozytywnych skutków, mimo niemałej liczby wad. Wielu lekarzy kontraktowców poznało swoją wartość i – korzystając z deficytu lekarzy – nauczyło się negocjować korzystniej niż dawniej swoje kontrakty. Obecnie liczba lekarzy zatrudnionych na umowę o pracę w publicznej ochronie zdrowia jest stosunkowo niewielka, to może 20-30 tys. Jak wielu z nich ma niskie pensje? Gdy w roku 2018 minister zdrowia wprowadził (na mocy odpowiedniego porozumienia podpisane z PR OZZL) podwyżki pensji zasadniczej do kwoty 6750 PLN (1,58 średniej krajowej za poprzedni, czyli 2017, rok), skorzystało z tego ok. 20 tys. lekarzy. I taka mniej więcej lub nieco większa jest nadal liczba lekarzy otrzymujących minimalne pensje. To o nich teraz toczy bój OZZL, domagając się podwyższenia tzw. współczynnika pracy w ustawie o płacach minimalnych, który obecnie wynosi karygodne 1,31 średniej krajowej. Jeśli jednak policzyć, że chodzi tutaj o 20, może 30% ogółu zatrudnionych lekarzy w Polsce, to należałoby uznać, że cel stawiany 30 lat temu przez OZZL został prawie osiągnięty.

Czy inicjator związku przyznaje się do niepowodzeń? Jego zdaniem na porażkę zanosi się w dziedzinie reformy ochrony zdrowia. – Obecny rząd bowiem za punkt honoru przyjął wyplenienie mechanizmów rynkowych z publicznej ochrony zdrowia i powrót do budżetowej, państwowej służby zdrowia na wzór PRL-owskiej – twierdzi Krzysztof Bukiel. – Można jedynie mieć nadzieję, że gdy w miarę demontażu dotychczasowego systemu okaże się, że jest coraz gorzej, rządzący wycofają się z – przynajmniej niektórych – swoich pomysłów – dodaje.

id

Komentarze (0)

Dziękujemy, za dodanie komentarza

, aby komentować