Dostęp Otwarty

Historia medycyny

Helicobacter pylori – bakteria, w którą nikt nie chciał uwierzyć

Dr hab. n. hum. Ryszard W. Gryglewski, prof. UJ

Katedra Historii Medycyny na Wydziale Lekarskim UJ CM

Dwadzieścia lat temu wreszcie uznano, że w leczeniu choroby wrzodowej żołądka najważniejsze jest zwalczenie pewnej bakterii

Small 02 800px jan verkolje  opt

Fot. 1. Antoni van Leeuwenhoek (1632-1723), holenderski szlifierz, w 1677 roku skonstruował mikroskop i opisał pierwsze bakterie i pierwotniaki. Tu na obrazie Jana Verkolje’a z 1680.

Już w XVII stuleciu holenderski szlifierz szkieł Antoni van Leeuwenhoek (fot. 1) dzięki skonstruowanemu przez siebie urządzeniu mógł odkryć nieznany dotąd świat mikroorganizmów. Musiały jednak upłynąć jeszcze dwa stulecia, nim postępy optyki umożliwiły konstrukcję ulepszonych mikroskopów i otworzyły tym samym drzwi dla rozwoju bakteriologii. W drugiej połowie XIX stulecia na fali odkryć Ludwika PasteuraRoberta Kocha wyodrębniono wśród wielu innych mikroorganizmów bakterię, którą znacznie później nazwano Helicobacter pylori. Z tego, co dzisiaj możemy ustalić, już w 1875 roku niemiecki lekarz G. Bottcher i jego francuski kolega M. Letulle zaobserwowali spiralną bakterię i zasugerowali, że może ona mieć pewien udział w powstawaniu wrzodów żołądka. Niestety, ze względu na nieudane próby hodowli ich kolonii w warunkach laboratoryjnych, musiano zaniechać dalszych badań nad nimi i sprawa poszła w zapomnienie.

Medium 8388
Small 8620

Fot. 2. Walery Jaworski – ojciec polskiej gastroenterologii. W swoim „Podręczniku chorób żołądka” opublikowanym w 1899 roku umieścił wizerunek odkrytej przez siebie bakterii wraz z krókim opisem. Wzmianka przeszła w świecie naukowym bez echa.

W 1889 roku profesor chorób wewnętrznych UJ i jeden z twórców nowoczesnej gastrologii Walery Jaworski zaprezentował, o czym był przekonany, odkrytą przez siebie wśród flory żołądka bakterię, którą później, w 1899 roku, nazwał vibrio rugula. Odnajdujemy jej wizerunek i krótki opis na kartach „Podręcznika chorób żołądka” (fot. 2). Walery Jaworski, podobnie jak uprzednio G. Bottcher i M. Letulle, słusznie wskazywał, że bakteria może mieć ścisły związek z powstawaniem i rozwojem choroby wrzodowej. Jednak ponownie nie można było uzyskać hodowli tego mikroustroju w warunkach laboratoryjnych. Osiągnięcie polskiego uczonego przeszło wówczas niezauważone.

Pierwsze hodowle

Small giulio bizzozero opt

Fot. 3. Giulio Bizzozero – zauważył charakterystyczne bakterie w śluzówce badanych psów.

W międzyczasie, na początku lat 90. XIX stulecia, włoski lekarz Giulio Bizzozero, który przeszedł do historii jako odkrywca płytek krwi, w trakcie swoich badań na psach zaobserwował charakterystyczne bakterie w śluzówce żołądka, najwyraźniej nieświadom dokonań poprzedników (fot. 3). I tak jak wcześniej, nie miało to dalszych konsekwencji. Na właściwy moment przyszło jeszcze czekać ponad osiemdziesiąt lat.

W 1979 roku starszy patolog Królewskiego Szpitala w Perth Robin Warren w trakcie swojej klinicznej praktyki zaobserwował nieznane mu dotąd bakterie, wyraźnie widoczne na powierzchni śluzówki żołądka pacjentów z chorobą wrzodową. Postanowił rzecz dokładniej zbadać. Z natury zamknięty w sobie i nie do końca wierzący w swoje możliwości szukał kogoś, kto pomógłby mu w badaniach. Na przełom lat 70. i 80. datuje się początek współpracy z Barrym Marshallem, przebojowym i pełnym energii, któremu akurat wówczas zrządzeniem losu przyszło odbywać staż z medycyny ogólnej właśnie u Warrena. Obaj lekarze doskonale się dopełnili. Najpierw starali się wyizolować bakterię ze środowiska, by móc otworzyć etap prób laboratoryjnych. Okazało się to zadaniem nader trudnym. Wykonano setki biopsji, nim wreszcie, wiosną 1982 roku, odniesiono sukces i otrzymano pierwsze hodowle. Dzięki wnikliwym badaniom klinicznym udało się wykazać, że u blisko 90 proc. pacjentów z objawami stanu zapalnego żołądka lub cierpiących na chorobę wrzodową żołądka bądź dwunastnicy wyraźnie występują kolonie obserwowanej bakterii. Wspomniane powyżej listy do redakcji czasopisma „Lancet” były pierwszą próbą upublicznienia wyników i postawienia problemu badawczego. Wówczas też po raz pierwszy padła propozycja, by nowo odkrytą bakterię nazwać Helicobacter pylori.

Badania niewarte etatu

Pomimo tak interesujących, wręcz rewelacyjnych doniesień, dyrekcja szpitala nie widziała szczególnej potrzeby kontynuacji badań. Skutek? Po zakończeniu stażu Barry Marshall nie mógł liczyć na posadę w Royal Perth Hospital. Na szczęście Ian Hislop z Fremantle Hospital zaproponował mu staż z endoskopii(!). Była to czysta formalność. Ian Hislop doskonale orientował się w faktycznych zainteresowaniach Barry’ego Marshalla, a wyniki przez niego uzyskane uznał za na tyle intrygujące, iż postanowił dać im szansę. Szczerze jednak wątpił w sukces i była to postawa dość typowa nawet dla najbardziej życzliwych wobec tych starań. Nie zmieniło się to także, gdy Marshall ze współpracownikami z Fremantle Hospital dał na podstawie badań serologicznych dowód, że śledzone przez nich bakterie występują powszechnie. Dlatego też, by ostatecznie przekonać niedowiarków, a także by wreszcie rozstrzygnąć, czy przypuszczenia poparte wynikami klinicznymi upoważniały do postawienia hipotezy o patogennej roli Helicobacter pylori, Barry Marshall zdecydował się na autoeksperyment. Latem 1984 roku, po kolejnych publikacjach wyników klinicznych, nie mogąc osiągnąć zadowalających rezultatów w eksperymentach na zwierzętach, postanowił przyjąć doustnie zawiesinę wyizolowanych bakterii. Żeby zwiększyć szansę zakażenia i inicjacji stanu zapalnego, obniżył poziom pH kwasów w swoim żołądku. Przez kilka dni nie miał żadnych objawów, lecz po jakimś czasie wystąpiły: niestrawność, ból brzucha, w końcu wymioty. Treść pokarmową natychmiast poddano wnikliwej analizie, która wykazała przede wszystkim brak odczynu kwaśnego. Tymczasem nasilały się symptomy typowe dla rozwoju choroby wrzodowej. Badanie endoskopowe, w trakcie którego pobrano próbki bezpośrednio ze ściany żołądkowej badacza, wykryło obecność Helicobacter pylori.

Jednak ryzykowny autoeksperyment nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje. Udało się co prawda wykazać zjadliwość bakterii i ich udział w powstawaniu stanu zapalnego w śluzówce żołądka, nie udało się jednak udowodnić ich wpływu na powstawanie choroby wrzodowej. Nie ulega natomiast wątpliwości, że nazwisko Barry’ego Marshala stało się głośne w środowisku medycznym i obudziło tym razem spore zainteresowanie problemem. Coraz częściej przyjmowano proponowaną hipotezę o czynnym udziale Helicobacter pylori jako podłoża etiologicznego choroby wrzodowej i rozwijano w tym kierunku szereg projektów badawczych. Tym samym zyskiwał na znaczeniu pogląd, że leczenie choroby wrzodowej może być skuteczne tylko wtedy, gdy wiąże się z eradykacją tej właśnie bakterii. Barry Marshall sam kontynuował, teraz już na pełną skalę, prace nad charakterystyką Helicobacter pylori oraz możliwościami uzyskania metody, która dawałaby szansę na szybką detekcję obecności bakterii. Korzystając z obserwacji poczynionych przez innych naukowców, w 1986 roku opracował test ureazowy, świetnie sprawdzający się przy wykrywaniu obecności Helicobacter pylori, mającym zdolność wydzielania enzymu ureazy, katalizujący reakcję hydrolitycznego rozkładu mocznika do amoniaku i dwutlenku węgla. W 1987 roku test Barry’ego Marshalla został zastosowany w diagnostyce klinicznej.

Wysyp publikacji

Logiczną konsekwencją rozwoju badań nad naturą Helicobacter pylori było podjęcie prób terapii przy zastosowaniu antybiotyków. Barry Marshall musiał pozyskać odpowiednie granty na przeprowadzenie testów klinicznych, co okazało się niełatwym zadaniem. Ponownie dał o sobie znać sceptycyzm decydentów, którzy szybkie postępy i zaskakujące rezultaty prezentowane przez Barry’ego Marshalla i Robina Warrena uznali za tak obiecujące, że wprost… podejrzane! Stąd wymóg ścisłej kontroli poczynań Barry’ego Marshalla. Mimo tych wszystkich utrudnień, a może właśnie im na przekór, australijski lekarz po raz kolejny dowiódł, że jego hipotezy znajdują pełne potwierdzenie. Wyniki badań wyraźnie wskazywały, że stosowanie antybiotyków ma znaczący wpływ na eliminację Helicobacter pylori oraz na hamowanie nawrotów choroby wrzodowej żołądka. Robin Warren, pozostający nieco w cieniu przebojowego Barry’ego Marshalla, brał udział we wszystkich istotnych etapach prac nad Helicobacter pylori. Jego pedantyczne podejście i skrupulatność w rejestrowaniu wyników dostarczyły koniecznych argumentów dla głoszonych z taką konsekwencją poglądów. Ustalenia Australijczyków znalazły pełne potwierdzenie w badaniach innych naukowców.

W 1994 roku oficjalnie przyjęto, że kwestią pierwszorzędną w leczeniu choroby wrzodowej żołądka jest działanie zmierzające do czynnego zwalczenia Helicobacter pylori. Niebawem wskazano także na możliwy udział tej bakterii w powstawaniu nowotworów żołądka.

Lata 90. XX w. to już czas intensywnych badań licznych zespołów na całym świecie. Wśród nich jedną z czołowych pozycji zajął polski zespół kierowany przez prof. Stanisława Konturka, którego prace znalazły trwałe miejsce w światowym piśmiennictwie naukowym.

Badania nad naturą Helicobacter pylori trwają do dzisiaj. Jak wielkie budzi on zainteresowania, najlepiej świadczy fakt, że do roku 2005 liczba poświęconych tej bakterii publikacji sięgnęła 25 tys.!■