Dostęp Otwarty

We wspomnieniach

Replantacja: Gdy nie masz nic do stracenia

Elżbieta Borek

Small untitled 1 opt

Ryc. 1. Połowa lat 80. Jedna z pierwszych operacji w krakowskim Instytucie Pediatrii z użyciem mikroskopu operacyjnego.

Small 9349

Ryc. 2, 3. Po kilkunastu godzinach pracy adrenalina odpływa. Pozostaje tylko zmęczenie – Maria Łyczakowska i Tadeusz Łyczakowski po przeprowadzonej operacji. Lata 80.

Small 9351

Ryc. 4, 5. Zdjęcia radiologiczne miesiąc po replantacji i trzy lata po replantacji.

Small rase004 opt

Ryc. 6. Okrężne blizny wokół dolnej części podudzi to pozostawiony na całe życie ślad po replantacji. Zdjęcie wykonane trzy lata po replantacji.

Data 25 lipca 1994 roku zawsze będzie jedną z najważniejszych dat dla dr. n. med. Tadeusza Łyczakowskiego. Tamtego dnia, pełniąc dyżur w Polsko-Amerykańskim Instytucie Pediatrii w Krakowie-Prokocimiu, w godzinach popołudniowych odebrał telefon, że wiozą dwuipółletnie dziecko spod Bochni, któremu kosiarka obcięła obie stopy.

– Nie było czasu na dywagacje. W jednej chwili podjąłem decyzję: trzeba dziecku te stópki doszyć. Natychmiast zmobilizowałem dawny zespół ostrej ręki, który działał w szpitalu od 1986 roku, choć formalnie zakończył oficjalną działalność w 1990 roku z powodu braku finansowania – mówi dr Łyczakowski.

Dziewczynkę wniesiono na noszach. Jej okaleczone nogi zabezpieczone były tak, jak umieli to zrobić bliscy. Obok leżały stopy, zawinięte w koszulę dziadka. Rodzina wykazała się przytomnością umysłu, zabierając z pola odcięte kończyny i zabezpieczając dziecko przed wykrwawieniem, choć jednej nóżki, odrzuconej przez ostrza kosiarki, dłuższy czas szukali w zbożu. Samochodem sklepowej, jedynym we wsi, wyruszyli na spotkanie karetki.

– Przy stole operacyjnym stanęliśmy wraz z moją żoną Marią, chirurgiem z dawnego zespołu. Ona szyła jedną nóżkę, ja drugą – opowiada dr Łyczakowski. – Potem okazało się, że w „mojej” kończynie trzeba było dokonać drobnej poprawki, bo duży paluch nie zginał się całkowicie. W nóżce szytej przez Marię wszystko funkcjonowało na medal.

To była pierwsza w Polsce równoczesna replantacja dwóch kończyn u dziecka. Ale nie pierwsza w praktyce dr. Łyczakowskiego. W 1988 roku do Krakowa przywieziono inną dziewczynkę, także poszkodowaną przez kosiarkę. Jedna ze stóp nie była całkowicie obcięta. Ta pierwsza replantacja także zakończyła się sukcesem. Dziewczynka pojawiała się później kilka razy na wizytach kontrolnych w Krakowie, aż w końcu kontakt się urwał. Dr Łyczakowski nawiązał z nią kontakt w ostatnich tygodniach. Dorosła już kobieta chodzi bez ograniczeń, skończyła studia, pracuje, urodziła dziecko. Są umówieni na badanie i komputerową analizę chodu.

A ta dwuipółletnia dziewczynka? Miesiąc po replantacji została wypisana do domu, z odpowiednimi zaleceniami i programem rehabilitacji. Któregoś dnia stanęła w drzwiach gabinetu.

– Im więcej czasu mijało, tym jej stan był lepszy. Nie chromała, nie kulała. Biegała, grała w piłkę siatkową i koszykową tak samo jak jej rówieśnicy. Jedynym śladem są prawie niewidoczne, delikatne bransoletki miniblizn wokół kostek – opowiada dr Łyczakowski. – Przez wszystkie te lata utrzymywaliśmy kontakt. Najpierw były wizyty kontrolne, potem dostaliśmy zaproszenie na komunię, a potem zatańczyłem na jej weselu.

Studia medyczne Tadeusz Łyczakowski ukończył w Krakowie. Podjął pracę w III Klinice Chirurgicznej w szpitalu Narutowicza w Krakowie u prof. Politowskiego.

– Tam była chirurgia plastyczna i przy niej powstała chirurgia ręki, oczywiście na poziomie, jaki był wtedy możliwy. Na pewno nie robiliśmy zabiegów mikrochirurgicznych w dzisiejszym pojęciu – opowiada dr Łyczakowski. – Mikrochirurgia bardzo mi się podobała. Dlatego kiedy wyjechałem do Kanady, wkręciłem się na chirurgię plastyczną. Miałem wielkie szczęście, bo szefem był dr Rollin Daniel, człowiek, który jako pierwszy na świecie wykonał w 1973 roku tzw. wolny płat skóry i tkanki podskórnej. Dzięki tej nowatorskiej technice stało się możliwe pokrywanie rozległych ubytków tkanek.

W 1980 roku wrócił, a namówił go do tego prof. Jan Grochowski, jeden z twórców powstałego w 1965 roku Polsko-Amerykańskiego Instytutu Pediatrii w Krakowie. Obiecał sprzęt i wolną rękę.

– Utworzyłem zespół ostrej ręki, pewnie jeden z pierwszych w Polsce. Pełniliśmy całodobowy dyżur telefoniczny. Nazwa była umowna, bo chodziło o różne urazy kończyn górnych i dolnych – wspomina. – Nauczyłem się wtedy, że operacje plastyczne z udziałem techniki mikrochirurgicznej trzeba podzielić na dwie grupy: takie, w których nie masz nic do stracenia i tylko możesz zyskać, i takie, gdzie stosujesz technikę mikrochirurgiczną, żeby pokryć jakieś ubytki, które można próbować pokryć, stosując także inne metody leczenia.

U dzieci wskazania do replantacji są szersze niż u dorosłych. Młody organizm lepiej akceptuje części replantowane, szybciej się goi, doszyty fragment prędzej odzyskuje sprawność.