Dostęp Otwarty

Kontrowersje

Problem pijących kolegów

O niepokojących sygnałach i naszej reakcji z dr. n. med. Bohdanem Woronowiczem, dyrektorem Centrum Konsultacyjnego AKMED, pełnomocnikiem ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów OIL w Warszawie, rozmawia Agnieszka Fedorczyk

Small woronowicz bohdan ww00 opt

dr n. med. Bohdan Woronowicz

MT: Czy alkoholizm lekarzy ma swoją specyfikę?


Dr Bohdan Woronowicz:
Tak. Lekarzom jest trudniej zauważyć tę chorobę u siebie. Trudniej jest także zauważyć tę chorobę u lekarza, który zajmuje odpowiedzialne stanowisko, jest dobrym specjalistą, ratuje życie innym, angażuje się w swoją pracę, a do tego pachnie dobrymi perfumami i chodzi w markowych garniturach. Trzeba też wiedzieć, że uzależnienia są nazywane chorobami zaprzeczeń. Lekarz dłużej niż inni nie dopuszcza do siebie myśli, że jest alkoholikiem. Kolejna rzecz: w naszym społeczeństwie alkoholik wciąż kojarzy się z człowiekiem, który w wyniku picia alkoholu stracił bardzo dużo, np. pracę, rodzinę, dom, zdrowie, ma problemy z prawem i funkcjonuje na marginesie życia.


MT: Z patologią?


B.W.:
Właśnie. A jak ktoś jest doktorem, to uważa, że reprezentuje pewien poziom, do którego alkoholizm nie pasuje. Druga ważna rzecz to ta, że lekarze są przekonani, że mają wiedzę na temat uzależnień, a to nieprawda. W trakcie studiów uzyskujemy minimum wiedzy na ten temat. I tak na dobrą sprawę ta wiedza jest zbliżona do tej, jaką ma reszta społeczeństwa. Więc nawet jeżeli w związku z nadużywaniem alkoholu w organizmie dzieje się coś nie tak, to lekarz, znając różnego rodzaju schorzenia, bardzo chętnie i nie zawsze do końca świadomie przypisuje te dolegliwości czy objawy innym chorobom. I dlatego rozmowa z lekarzem alkoholikiem jest o tyle trudna, że jeżeli nawet chciałbym pokazać mu pewne fakty, wynikające z nadmiernego spożywania alkoholu, to lekarz znajdzie jeszcze inne stany chorobowe, które mają podobne objawy.


MT: Jakie objawy mogą wskazywać, że ktoś pije za dużo?


B.W.:
Zaniepokoić może to, że ktoś chętnie i często, w ciągu dnia pracy korzysta z odświeżaczy do ust. Płyny do ust, tabletki do ssania, gumy, woda kolońska, dezodoranty to podręczny arsenał alkoholika, który służy mu do ukrycia zapachu świeżego albo przetrawionego alkoholu. Zdarza się również, że dobrze funkcjonujący lekarz roztacza wokół siebie w ciągu dnia subtelną woń alkoholu.


MT: Ale ludzie wychodzą w czasie pracy na lunch i zdarza się, że wypijają do obiadu lampkę wina.


B.W.:
W godzinach pracy lekarz nie powinien pić alkoholu w ogóle. No, ale powiedzmy, że jedna mała lampka do obiadu może mu ujść płazem, niezauważona. Ale jeżeli przechodzi pani obok kolegi albo szefa i o 9 rano czuć od niego alkohol, to o czym to świadczy? Jeżeli zapach jest świeży, jest bardzo prawdopodobne, że mamy do czynienia z alkoholikiem. On pije regularnie już od jakiegoś czasu i dba, żeby zapewnić sobie pewien poziom alkoholu w organizmie, żeby móc „normalnie” funkcjonować. Bo jeżeli ten poziom spada, pojawiają się objawy odstawienne, np. drżenie rąk, silne pocenie się czy niepokój, który czasami uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Taki delikwent dokładnie wie, ile musi wypić, kiedy i czego, żeby jego samopoczucie wróciło mniej więcej na właściwy poziom i żeby nie musiał cierpieć. On to robi nie dlatego, że jest nieodpowiedzialny, tylko dlatego że inaczej nie byłby w stanie normalnie, a raczej prawie normalnie funkcjonować. Niepokoić mogą też dyskretne zaburzenia równowagi, koordynacji ruchowej, spowolniona czy niewyraźna mowa. Jak ktoś mówi przez zęby (taka zamazana mowa), to możliwe, że jest to efekt działania leków uspokajających przyjmowanych na kaca albo też niekontrolowanego przyjmowania tych leków w przypadku osób uzależnionych od nich. Lekarze mają dostęp do wszelkich leków i łatwo jest im zdobyć takie, które np. łagodzą tzw. kaca.


MT: W jaki więc sposób lekarz może się zorientować, że jest uzależniony. Czy wobec wymienionych objawów zdaje sobie sprawę, że jest alkoholikiem?


B.W.:
Nie. On, tak samo jak i każda inna osoba uzależniona, swojego picia i tych wszystkich zabiegów, żeby to ukryć, nie traktuje poważnie. „A co tam! Wypiłem sobie, no i co z tego?” Osoby z problemem alkoholowym, wyjaśniając powody swojego picia, są przekonane, że przyczyna picia leży poza nimi (winni są inni ludzie, sytuacje, zdarzenia, los, warunki życia, pracy, „zła” żona, „zły” szef itp.). Jednocześnie wierzą, że wkrótce sytuacja ulegnie poprawie bez konieczności podejmowania jakiejkolwiek aktywności z ich strony (w tym bez leczenia). Jeśli nawet odczuwają negatywne konsekwencje picia, to nie wiążą ich z piciem alkoholu. To, że ma się jakiś problem z alkoholem, można dopuszczać. Ale że jest to już choroba, czyli uzależnienie – to nie. Jeżeli ktoś często, przez kilka kolejnych dni przychodzi do pracy „pod wpływem”, wniosek jest jeden: problem alkoholowy jest u niego już na tyle poważny, że przekroczył granice między zdrowiem a chorobą. Między piciem szkodliwym a uzależnieniem.


MT: Co jest głównym objawem uzależnienia?


B.W.:
Upośledzenie, uszkodzenie kontroli nad piciem alkoholu. Objawia się to tym, że człowiek przestaje kontrolować częstotliwość oraz ilość wypijanego alkoholu, zarówno jednorazowo, jak i na przestrzeni tygodnia czy miesiąca. Najpóźniej przestaje kontrolować sytuacje, w których można pić, a w których nie. I właśnie jeśli przychodzi do pracy „nieświeży”, to znaczy, że zabrnął już tak daleko, że uszkodził sobie zdolność kontrolowania sytuacji.


MT: Co jeszcze może być niepokojącym sygnałem dla otoczenia?


B.W.:
Czerwona, obrzmiała twarz. Później pojawiają się rozszerzone naczynka, tzw. pajączki. Przekrwione spojówki. Był pewien pacjent, o którym wiedziałem, że pije, ale on twierdził, że ma zapalenie spojówek. Chciał, żeby przyjąć go na oddział, którym wtedy kierowałem. Ale tam przyjmuje się pacjentów, którzy są już w stanie „używalności” i kwalifikują się do psychoterapii. A on był ciągle przepity. Tak jak on „udawałem głupa” i powiedziałem mu, żeby najpierw wyleczył spojówki u okulisty, wtedy go przyjmiemy. Zasugerowałem, tak przy okazji, że może warto byłoby się odtruć. Następnym razem, kiedy przyszedł, spojówki miał już normalne. Okazało się, że był po detoksie.

Przed przyjęciem na oddział wymaga się od pacjenta wypełnienia pewnych zaleceń – dostaje się je w trakcie konsultacji poprzedzającej przyjęcie. Osoby, które te zalecenia wykonają, mają szansę bardzo szybko dostać się do ośrodka.


MT: Widzimy u kolegi objawy uzależnienia. Jak reagować?


B.W.:
Ostrożnie, ale zdecydowanie. W środowisku lekarskim jest to ogromny problem.


MT: Bo jest przyzwolenie na picie?


B.W.:
Oficjalnie nie ma, ale zbyt często spotykamy się z fałszywie pojmowaną solidarnością. Kiedy czytam w prasie, że pijany lekarz przyjmował pacjentów, obarczam winą nie tylko lekarza, lecz także jego przełożonego. Nie wierzę, by kierownik oddziału, kliniki czy poradni nie wiedział, że któryś z jego pracowników popija. Szef, ale także kolega, ma obowiązek reagować, bo do tego obliguje ich art. 57 Kodeksu Etyki Lekarskiej.