Dostęp Otwarty


T.J.:
Trudno reagować na działania osób, które nie są lekarzami (są np. agentami ubezpieczeniowymi), a przytaczają argumenty nieoparte na dowodach medycznych, a ponadto swoją popularność budują na pomawianiu (ubliżaniu, poniżaniu) ekspertów z Zespołu ds. Szczepień i ogólnej krytyce szczepień. Dr Paweł Grzesiowski złożył pozew przeciwko ruchom antyszczepionkowym. Eksperci z zespołu to osoby, które na co dzień pracują w klinikach i widzą skutki braku szczepień: w ubiegłym roku trzy przypadki zgonów dzieci z powodu grypy, w tym roku jeden z powodu grypy i jeden z powodu ospy wietrznej. Gdyby te dzieci były zaszczepione, mogłyby być zdrowe.


MT: Apelowała pani do kolegów, aby informowali o nieetycznym, niezgodnym z aktualną wiedzą postępowaniu lekarzy, którzy podważają wartość szczepień, odradzają szczepienia.


T.J.:
Uważam, że jako środowisko medyczne powinniśmy reagować na działania kolegów niezgodne z wiedzą medyczną. Jest wiele przykładów, kiedy rodziców naraża się na ogromne wydatki na nieprzebadane preparaty o wątpliwej skuteczności, np. na grypę, przeziębienia. Lekarze, którzy zniechęcają do szczepień, powinni być pouczani i doszkalani. Kary i przymus nie są skuteczne. Najlepszym sposobem zmiany postawy, także niektórych rodziców, jest edukacja, przekazywanie im wiedzy zarówno o korzyściach płynących ze szczepień, jak też o możliwych działaniach niepożądanych, które są sporadyczne. Pacjenci mogą mieć przeciwwskazania bezwzględne lub względne związane z aktualnymi chorobami. Często nie wynikają one z tego, że szczepionka może im zaszkodzić, tylko z tego, że organizm nie wytworzy odporności, bo jego układ immunologiczny nie jest w tym momencie do tego zdolny. Lekarze jednak wiedzą, że przed każdym szczepieniem należy przeprowadzić dokładny wywiad oraz badanie, aby wybrać najlepszy czas szczepienia.


MT: Czy głośna sprawa śmierci półtorarocznego dziecka, ofiary ospa-party, została wyjaśniona?


T.J.:
Zdecydowałam się jednak poinformować opinię publiczną o tym przypadku, bo zależało mi na pokazaniu, że choć istnieją bezpłatne szczepienia przeciwko ospie wietrznej dla dużej grupy dzieci, np. chodzących do żłobka, jednak doszło do zgonu z powodu ospy wietrznej. Jakiego rodzaju sepsa wystąpiła u tego dziecka i spowodowała śmierć? Nie wiem. Ale wiem, że najczęściej przyczyną takich zgonów są powikłania bakteryjne w przebiegu ospy wietrznej. Chciałam, aby nagłośnienie tego przypadku było wskazówką dla lekarzy, że nie można dopuścić do powikłań u dziecka z ospą wietrzną. Może była możliwość, by zapobiec temu zgonowi, przez prawidłowe postępowanie, w tym szczepienie. Każdy taki przypadek uczy i powinniśmy w środowisku medycznym o tym mówić. Poza tym wiem, że część rodziców – i przykro mi, że także część lekarzy – uważa, że ospa wietrzna jest lekką chorobą i należy ją przebyć, i to jak najwcześniej. Dlatego też w okresie, gdy dzieci chorują na ospę wietrzną, celowo są urządzane przyjęcia, aby dzieci chore spotkały się ze zdrowymi. To naganne praktyki. Chciałam tym nagłośnieniem podkreślić, że ospa wietrzna, uważana za lekką chorobę przez niektórych, może być śmiertelna lub prowadzić do ciężkich następstw. Dlatego będę starała się jako konsultant informować o takich przypadkach m.in. po to, aby uświadomić ruchom antyszczepionkowym konsekwencje ich działań. A nie po to aby straszyć rodziców, tylko informować, edukować.

Przy okazji chciałam podkreślić, że jeśli dojdzie już do kontaktu dziecka zdrowego z chorym na ospę wietrzną, to w ciągu 72 godzin warto je zaszczepić. Wtedy albo w ogóle dziecko nie zachoruje, albo przejdzie chorobę znacznie łagodniej.

Moim zdaniem wątpliwości rodziców co do szczepień biorą się stąd, że nie widzą w swoim otoczeniu chorych dzieci, z którymi my, lekarze, mamy do czynienia.

Wystarczy jednak zapytać tych, którzy żyli w latach 60., gdy wielkie spustoszenie siało poliomyelitis. Ludzie nie mieli wątpliwości, czy się szczepić, czy nie. Były wręcz kolejki do gabinetów zabiegowych. Obecnie, gdy zdarza się przypadek sepsy meningokokowej, w otoczeniu chorego wszyscy chcą się profilaktycznie zaszczepić. Widzą strach w oczach. Także rodzice najmłodszych wcześniaków nie mają wątpliwości co do szczepień i chronią swoje dzieci.


MT: Liczba dzieci niezaszczepionych w Polsce wzrosła i obecnie wynosi 17 tys. Czy to problem?


T.J.:
To wciąż poniżej 10 proc., czyli bardzo mała grupa, do tego niejednorodna. Część chce się zaszczepić po ukończeniu 1. r.ż., inni zapomnieli o kolejnej dawce szczepionki.

W zależności od choroby stwarza to różne zagrożenie. W przypadku odry czy ospy, gdy liczba niezaszczepionych spadnie poniżej 80 proc., możemy mówić o zagrożeniu i groźbie wybuchu epidemii. Mieliśmy już takie sytuacje w USA, gdzie pod wpływem mody na nieszczepienie odnotowano znaczny wzrost zachorowania na odrę.