Dostęp Otwarty

Prof. Buszman odpiera ten zarzut, tłumacząc, że według punktacji Zwolle i PAMI chorym skutecznie leczonym za pomocą angioplastyki wieńcowej wystarczy, że zostaną w szpitalu dwa-trzy dni. Dotyczy to m.in. pacjentów z zawałem mięśnia sercowego z uniesieniem odcinka ST (STEMI), u których wykonano rekanalizację tętnicy dozawałowej godzinę od wystąpienia bólu (mowa tu jedynie o 1-2 proc. chorych) i można było stwierdzić przerwany zawał. Według ekspertów NIK pacjent może wyjść do domu dopiero, gdy troponiny sercowe spadną do bezpiecznego poziomu. – Obowiązują nas wytyczne PTK i ESC. Polska ma swoich przedstawicieli przy ESC i, tak jak wszystkie inne kraje, mamy udział w tworzeniu wytycznych. Mierzy się procent wykonania zaleceń europejskich. Im jest on wyższy, tym większa skuteczność i mniejsza śmiertelność – tłumaczy prof. Dudek.

Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze kwestia oznaczania markerów martwicy mięśnia sercowego, na co również zwrócili uwagę autorzy raportu. Jednolite wytyczne do tej pory nie zostały ustalone. – Obowiązują nas wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które regulują również oznaczanie markerów. Są aktualizowane na bieżąco i każdy kardiolog ma do nich dostęp – mówi prof. Hoffman.

Kontrola NIK wskazała również pewne prawidłowości co do tego, kiedy do lekarza zgłaszają się pacjenci, u których wykonuje się zabiegi inwazyjne. Minister Łanda, powołując się na wnioski z raportu, zasugerował podczas majowej konferencji, że nie dzieje się to przypadkowo i pokrywa z czasem dyżurów kardiologów. Kardiolodzy na to, że istnieją dane potwierdzające, że OZW pojawia się najczęściej nad ranem, a opóźnienie wezwania pomocy ze strony chorego wynosi w Polsce średnio cztery godziny. Ponadto wiadomo, że pacjenci czekają z szukaniem pomocy do niedzieli oraz że OZW częściej występuje jesienią i wiosną.

– Wniosek z całej tej sytuacji powinien być jeden – przyszedł czas, żeby podjąć decyzję o generalnej zmianie finansowania ochrony zdrowia – mówi dr Balicki. – Mamy za sobą 17 lat funkcjonowania rynku wewnętrznego, umów cywilnoprawnych i płacenia za usługę. Najwyraźniej to nie jest odpowiednia metoda na wszystkie rodzaje działalności, chociaż wpłynęła na rozwój kardiologii. Nie da się ustalić odgórnie ceny satysfakcjonującej wszystkich. – tłumaczy. – Tu nawet nie chodzi o same stawki, dla każdego to znaczy co innego – jedni mają dużo, inni mało zabiegów, to jest kwestia organizacji całego systemu. 13 lat temu, gdy byłem ministrem, próbowaliśmy temu zaradzić, wprowadzając zasadę non profit dla szpitali, ale to i tak za mało – dodaje dr Balicki. – To, że system się jeszcze nie zawalił, to cud.