Dostęp Otwarty

Kadry

Onkologa zatrudnię od zaraz

Danuta Pawlicka

Kłopoty z obsadą onkologów w poznańskim Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego nie wpłyną na leczenie chorych, ale opóźnią, a nawet wstrzymają niektóre już rozpoczęte badania.

Small ramlau rodryg 01 opt

Prof. Rodryg Ramlau

Odpływ kilkorga specjalistów z jednego szpitalnego oddziału, zwłaszcza gdy przytrafi się to w krótkim czasie, jest dotkliwą stratą. I w dodatku nie można liczyć na szybkie uzupełnienie braków kadrowych, jeżeli dotyczy to onkologii.

– Na odejście onkologów złożyło się kilka różnych przyczyn, na które klinika nie miała wpływu. Zbieg okoliczności sprawił, że aż trzy nasze lekarki, które już są na finiszu specjalizacji onkologicznej, zaszły w ciążę, a czwarta jest przewlekle chora i prawdopodobnie wróci ze zwolnienia w czerwcu. Nie skończyło się na ich nieobecności, bo jednemu z onkologów zaproponowano w innym szpitalu stanowisko ordynatora, więc po prostu tam odszedł – przykłady „osobowych strat” wymienia prof. dr hab. med. Rodryg Ramlau, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i jednocześnie szef Oddziału Chemioterapii Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego w Poznaniu.

Lekarze także nie są odporni na wyższe płace i awanse, więc lepsze oferty zawsze kuszą do zmiany miejsca pracy. Nowy system edukujący specjalistów okazuje się kolejną przeszkodą w utrzymaniu pełnej obsady lekarzy, ponieważ wymaga od nich trzyletniego stażu poza macierzystą jednostką. W tym czasie klinika powinna znaleźć zastępstwo, ale szukanie za każdym razem kończyło się niepowodzeniem. Obowiązek odbywania stażu w innych jednostkach uszczuplił zespół o czwórkę rezydentów chemioterapii.

Najdalej za miesiąc sytuacja powinna się trochę poprawić, ponieważ zostanie zatrudniona lekarka, niestety nie na etat, ale tylko do konkretnych zadań – w poradni i na dyżury. Nie rozwiąże to problemu, bo ciągle do wypełnienia wszystkich luk i wyrw w zatrudnieniu będzie brakowało trzech-czterech specjalistów.

Podejmowane więc rozwiązania mają charakter doraźny, dopóki lekarki nie urodzą, nie wyzdrowieją, nie odbędą stażów, a potem zechcą wrócić. Cała nadzieja jest w ich powrotach, ponieważ dzisiaj na rynku pracy nie ma ani jednego onkologa szukającego zajęcia. Problem stał się wyjątkowo trudny właśnie w Poznaniu, ponieważ powstały nowe, konkurencyjne oddziały onkologiczne w szpitalach, które także walczą o specjalistów.

Jeszcze innego rodzaju spowolnieniem w uzupełnieniu tych braków są słabe wyniki egzaminu testowego, który lekarz musi zdać, zanim przystąpi do sprawdzianu ustnego.

– Ten egzamin jest wyjątkowo trudny, jak trudna jest cała droga do specjalizacji onkologa w dziedzinie klinicznej. Dowodem na to jest średnia krajowa, która wskazuje, iż w tym roku zaliczyło go tylko 50 proc. zdających. To w sposób oczywisty rzutuje na stan kadry i tłumaczy nasze przejściowe kłopoty. One jednak nie wpłyną na poziom leczenia, ponieważ w pierwszej kolejności zabezpieczymy chorych – wyjaśnia prof. Ramlau.

Ta deklaracja stawiająca kliniczne priorytety w takiej kolejności wiąże się, niestety, z ograniczeniem, a nawet przerwaniem niektórych planów naukowych, także tych własnych, autorskich, które zawiesił do odwołania również prof. Ramlau.

– Oszczędzimy jedynie naukowy projekt MOBIT, który realizujemy pod kierunkiem prof. Jacka Niklińskiego, rektora Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Rozpoczęte już prace badawcze mają finansowe zabezpieczenie, a ich celem są nowe możliwości biobankowania tkanek nowotworów po radykalnych zabiegach – tłumaczy poznański profesor, specjalista chemioterapii nowotworów i onkolog kliniczny.

Zadania zostały już rozpisane na poszczególnych uczestników tego projektu, który według zapewnień poznańskiego profesora powinien polepszyć prawidłową, personalizowaną diagnostykę nowotworów płuca, piersi i przewodu pokarmowego. Drogą do realizacji tego zamierzenia będzie właśnie innowacyjny system biobankowania materiału pobieranego w trakcie operacji oraz pogłębiona analiza genetyczna pacjentów, u których wykrywa się nowotwory występujące najczęściej.