Kraj

Stachanowiec łata dziury

Danuta Pawlicka

Jeden poznański anestezjolog „obsługuje” pięć oddziałów ratunkowych szpitali powiatowych. Przepisy mu tego nie zabraniają, a dyrektorzy chwalą jego przydatność. To wiele mówi, jak trudna jest sytuacja w małych placówkach.

Co prawda jego miejsca pracy są zlokalizowane w jednym województwie, wielkopolskim, ale spore odległości pomiędzy nimi mogą rodzić pytanie, czy nawet dobry specjalista fizycznie jest w stanie sprostać zadaniu. Nie, bo jednego dnia musiałby dotrzeć do Międzychodu, Jarocina, Czarnkowa, Wrześni i Słupcy, a, dla przykładu, Poznań od Słupcy dzieli ponad 70 km. Jednak Iwona Wiśniewska, dyrektor tej lecznicy, nie widzi kłopotów wynikających z zatrudnienia specjalisty, który w jej placówce bywa rzadko dostępny (częściej drogą e-mailową, bądź na telefon).

– To bardzo dobry fachowiec, a jednocześnie organizator pracy – informuje.

Podobnego zdania jest Zbyszko Przybylski, prezes zarządu Powiatowego Szpitala we Wrześni, który dziwi się szumowi wokół stachanowca. Zapewnia, że ani on, ani nikt z pozostałych wielkopolskich lecznic nie zatrudnił go na 250-300 godzin przewidziany...