Dostęp Otwarty

Sonda

Jesień w ochronie zdrowia – czego się bać, a z czego się cieszyć?

Irina Nowochatko-Kowalczyk

Michał Bulsa, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL

Jesień w ochronie zdrowia zapowiada się niezwykle ciekawie. Na pierwszy plan wysuwa się protest ratowników medycznych. Czy przyniesie skutek? Osobiście życzę ratownikom jak najlepiej.

Drugim bardzo ważnym wydarzeniem będzie omawianie obywatelskiego projektu ustawy o warunkach zatrudnienia w ochronie zdrowia. Czy rozmowy na temat projektu obywatelskiego przyniosą przełom w wynagrodzeniach osób zatrudnionych w ochronie zdrowia? Powinny, ale czy tak się stanie? Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że jesienią będzie procedowana nowelizacja ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, a powinno to także wreszcie wyjaśnić problem dyżurów medycznych. Jest niedopuszczalne, aby lekarze rezydenci byli „wyjęci” spod Kodeksu pracy.

Czy jest z czego się cieszyć? Warto zauważyć, że w zależności od przyjęcia projektu rządowego lub obywatelskiego pracownicy ochrony zdrowia otrzymają gwarancję minimalnych podwyżek. Jeśli zostanie przyjęty projekt rządowy, podwyżki będą minimalne i nie rozwiążą problemu wynagrodzeń. Projekt obywatelski w pełni wpisuje się w oczekiwania pracowników.

Dr Marcin Kautsch, ekspert ds. zarządzania ochroną zdrowia

Należy się spodziewać chaosu. Nie sądzę, aby projekty, które obecna ekipa rządząca nam proponuje, były przemyślane i rzetelnie przygotowane. Dobra wiadomość jest taka, że to w połączeniu z chaosem, jaki zapewne przyniesie tzw. reforma edukacji, powinien być początek końca rządów obecnej ekipy.

Dr hab. Christoph Sowada, wicedyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego UJ CM

Główną zmianą systemową będzie wprowadzenie sieci szpitali. Niewiele to jednak zmieni poza tym, że szpitalom, które znajdą się poza nią, będzie trudniej. Ze względu na to, że sieć została stworzona – nie jak twierdzi minister zdrowia, na podstawie potrzeb pacjentów (takie rozwiązanie byłoby właściwe), lecz na podstawie istniejącej bazy szpitali (warunkiem wejścia do sieci było wykazanie odpowiednich oddziałów, nie zaś tego, że istniejące oddziały/łóżka są potrzebne) – zacementuje obecny stan w ochronie zdrowia na dłużej. Na razie nie musimy się jednak niczego obawiać. Ale nie oznacza to, że zagrożeń nie ma. Jednym z nich jest to, że szpitale mogą zacząć dobierać sobie pacjentów mniej kosztochłonnych. Jednak to będzie widoczne wówczas, gdy w lecznicach zostaną wyczerpane przewidziane dla nich ryczałtowe budżety. Kolejna kwestia to zmiana instytucji płatnika. Dużo będzie zależeć od tego, w jaki sposób będą przebiegać prace logistyczne, np. zmiany związane z systemem informatycznym. Na razie nie jest on gotowy. W żaden sposób nie rozwiązano problemu emigracji lekarzy i pielęgniarek. Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu pracowników wykonujących zawody medyczne nie zatrzyma ich w Polsce. Ale pamiętajmy, że Polska jako kraj trzykrotnie biedniejszy od Holandii czy Niemiec nie może płacić profesjonalistom medycznym tych samych stawek, co bogate kraje. Ponadto nigdy nie słyszałem argumentu, że w krajach zachodnich można wprawdzie zarobić kilka razy więcej, ale koszty utrzymania również są o wiele wyższe.Za świetny pomysł uznaję zwiększenie kompetencji lekarzy rodzinnych. Powinniśmy jak najwięcej leczenia przenieść ze szpitali i specjalistyki ambulatoryjnej do POZ, tak jak to funkcjonuje m.in. w Holandii. Jednak lekarzom rodzinnym trzeba zapewnić odpowiedni dostęp do dodatkowego kształcenia. Z pewnością oferta pięciogodzinnego szkolenia, jak było w przypadku wprowadzania pakietu onkologicznego, jest niewystarczająca.

Dr Grzegorz Mazur, prezes OIL w Łodzi

Trudno znaleźć jakieś sygnały, które wniosłyby pozytywne aspekty. Natomiast pojawiają się kolejne elementy o charakterze krytycznym dotyczące sieci szpitali. Drugą rzeczą jest to, że obywatelski projekt dotyczący minimalnego wynagrodzenia pracowników zatrudnionych w ochronie zdrowia nie został zaakceptowany. Ten, który przyjęto, nie daje nadziei na szybką poprawę warunków finansowych personelu medycznego. To się wiąże z przepracowaniem lekarzy, nadmiarem godzin pracy w trudnych warunkach, szalejącą biurokracją i czynnościami administracyjnymi – tu również nie widać, żeby coś się zmieniało. Do tego dochodzą zapowiedzi przedstawione przez ministra zdrowia, które dotyczą możliwości skorzystania z usług płatnych w placówkach publicznych. Z jednej strony pomogłoby to zmniejszyć kolejki, ale czy to jest właściwe rozwiązanie? Nie wykluczam, że mogą się pojawić nowe akty prawne, które będą jaskółką nadziei.

Dr n. prawnych Dobrawa Biadun, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Jesień przyniesie jedną główną zmianę w ochronie zdrowia – podstawowe zabezpieczenie szpitalne. Pomimo zapewnień „powrotu do normalności” z obawą podchodzę do budowy nowego podejścia nieuwzględniającego regionalnych potrzeb zdrowotnych. Szkoda, że w pracach nad zmianami systemowymi nie bierze się pod uwagę dotychczasowego dorobku, w tym map potrzeb zdrowotnych.

Druga obawa jest związana ze środkami NFZ i wątpliwościami, czy wystarczą one na zabezpieczenie wygórowanych zmian. Już dziś słychać głosy, że może nie być środków na przeprowadzenie dodatkowych konkursów dla obszarów nieobjętych siecią.

Jesienią będziemy się nadal mierzyć z problemem niedoboru kadr medycznych i kwestią regulacji wynagrodzeń. Pomimo procedowania rządowego projektu w Sejmie czeka na rozpatrzenie obywatelski projekt ustawy w sprawie warunków zatrudnienia w ochronie zdrowia. Z projektu rządowego niezadowolone są wszystkie grupy zawodowe, a pracodawcy obawiają się skutków jej wejścia w życie z uwagi na brak wskazania źródeł pokrycia podwyższenia zarobków. Szczególnie trudne będzie to w placówkach całkowicie zależnych od funduszy publicznych, a dzisiaj nie ma perspektyw, aby wycena poszczególnych procedur miała się zwiększyć o współczynnik wzrostu wynagrodzenia.

Dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący ZK OZZL

Bać się trzeba chaosu związanego ze zmianami dotyczącymi sposobu finansowania publicznej ochrony zdrowia, czego wyrazem będzie wprowadzenie sieci szpitali i ryczałtowego finansowania większości świadczeń szpitalnych.

Trudno zrozumieć tę zmianę. Zapowiadano ją jako przełomową, wręcz rewolucyjną, bo polegającą na deekonomizacji ochrony zdrowia, co miało zapobiec z jednej strony nieuzasadnionemu mnożeniu świadczeń (niepotrzebnych), z drugiej – unikaniu leczenia pacjentów „niedochodowych”. Mechanizmem, który powinien to uczynić, miało być budżetowe finansowanie szpitali. Z czasem jednak zorientowano się, że skutkiem takiego budżetowania będzie drastyczne zmniejszenie efektywności szpitali i zmniejszenie podaży świadczeń, co może dać w efekcie jeszcze większe kolejki do leczenia. Zamieniono zatem „sztywny” budżet na ryczałt zależny od liczby wykonanych świadczeń. Sprawozdawczość zatem będzie nadal. Obowiązek wykonania konkretnej liczby świadczeń – aby uzyskać określone pieniądze – też będzie. Trudno zatem stwierdzić, czym ten nowy system finansowania i rozliczania miałby się różnić od poprzedniego. Nie wiadomo też, jak będzie funkcjonować ambulatoryjna opieka specjalistyczna. Stałym lękiem napawa świadczeniodawców poziom finansowania publicznej ochrony zdrowia, nie ma bowiem konkretnych planów zwiększenia nakładów na publiczne lecznictwo w najbliższych latach.

Dr Iwona Mazur, prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej

W mojej opinii nie musimy się niczego obawiać, a przede wszystkim nie powinni się obawiać pacjenci. Zmiany w systemie to przede wszystkim duże i nowe wyzwania, stojące przed nami, menedżerami opieki zdrowotnej. Musimy się z nimi zmierzyć. Jeśli mówimy o jednej z głównych zmian, czyli sieci szpitali, uważam, że generalnie jest to korzystna zmiana systemu opieki zdrowotnej. Jej celem, zgodnie z deklaracją ministra zdrowia, jest zapewnienie kompleksowej opieki obywatelom, choć można mieć wątpliwość, czy jest to jedyna droga zapewniająca kompleksowość usług. Doświadczenia innych krajów pokazują, że można zapewnić całościową opiekę nad pacjentami, koordynując różnych świadczeniodawców i pozwalając na współpracę. Posiadanie oddziałów szpitalnych, poradni specjalistycznych, punktów nocnej opieki lekarskiej pod jednym dachem może, ale nie musi gwarantować kompleksowej opieki. Może natomiast generować poważne trudności organizacyjne i logistyczne. Wprowadzone rozwiązanie daje czteroletnią gwarancję finansowania podmiotom leczniczym. Z założenia reforma daje menedżerom większe możliwości i swobodę zarządzania finansami szpitala, z pewnością budżet pozwala na lepsze planowanie. Ten sposób organizowania systemu opieki zdrowotnej jest stosowany również w innych krajach europejskich, czyli nie jest to jakiś ekstrawagancki pomysł.

To, co może niepokoić, to brak rozporządzeń, które w szczegółach opiszą, jaki będzie budżet poszczególnych szpitali, jaka rzeczywiście będzie samodzielność menedżerów w procesie decydowania o alokacji środków finansowych. Pojawia się pytanie o elastyczność budżetu, co będzie w przypadku wykonania usług ponad limit budżetu, jakie będą konsekwencje tych działań, na ile poradnie przyszpitalne będą uzupełniały ofertę szpitala. Te szczegóły i propozycje konkretnych rozwiązań będą decydowały o powodzeniu lub porażce „projektu sieć szpitali”.