Pediatria

Jak wzmocnić niedojrzały układ odpornościowy najmłodszych?

O nawracających infekcjach z dr. hab. med. Wojciechem Feleszką z Kliniki Pneumonologii i Alergologii Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego rozmawia Ryszard Sterczyński

MT: Kiedy można mówić, że mamy do czynienia z infekcjami nawracającymi? Gdy występują cztery, pięć czy sześć razy w roku?


Dr hab. Wojciech Feleszko:
Wszystko zależy od wieku. W pediatrii jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że nasi pacjenci dużo i często chorują. Wynika to z niedojrzałości układu odpornościowego. Wiadomo, że kiedy dziecko się rodzi, jego układ odpornościowy stanowi zaledwie zawiązek, który dopiero pod wpływem bodźców środowiskowych zaczyna się rozwijać. Zaobserwowano, że dzieci, które chodziły do żłobka, a później do przedszkola, znacznie szybciej dojrzewały immunologicznie, niż te, które pozostawały w domu.

Układ odpornościowy podlega stałemu rozwojowi. Jeżeli we wczesnym okresie niedojrzałości układu odpornościowego zbombardujemy nieszczęśnika ogromną ilością wirusów, a tak się dzieje w żłobku czy przedszkolu, siłą rzeczy dziecko zaczyna często chorować. Przebywając w grupie rówieśników, czyli od 1. do 6.-7. r.ż., a więc do momentu, gdy osiąga względną kompetencję immunologiczną, staje się najczęstszym obiektem zakażeń. Widzimy też, że dzieci najczęściej chorują w pierwszych trzech latach życia, a w następnych infekcje są coraz rzadsze.

Czym są lizaty bakteryjne?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wrócić do lat 50.-60. XX wieku, kiedy powstały pierwsze szczepionki. Ich koncepcja, w uproszczeniu, polegała na tym, że bakterie zalewano formaliną, następnie gotowano, a to, co pozostało, podawano ludziom. W ten sposób uzyskiwano odporność. Na fali fascynacji tego typu stymulacją układu odpornościowego, która okazała się sukcesem, wymyślono, że do tego celu można wykorzystać również bakterie żyjące w górnych lub dolnych drogach oddechowych u ludzi. Preparaty komponowano z około 20 szczepów, po obróbce najczęściej metodą termiczną lub biochemiczną. To, co po niej zostało, wstrzykiwano lub podawano drogą doustną. Obecnie stosuje się tylko drogę doustną jako najbardziej bezpieczną. Uważano, że jeśli podamy elementy komórek bakteryjnych w postaci szczepionki, pacjent uodporni się na drobnoustroje i będzie przechodził mniej infekcji wirusowych.

Myślano tak głównie w latach 60.-70., gdy całą winą za choroby ludzkości obarczano bakterie. A świat wirusów, jako głównych patogenów człowieka, dopiero zaczęto odkrywać. W międzyczasie okazało się, że elementy strukturalne bakterii nie działają podobnie do szczepionek, tak jakby sobie tego życzyli odkrywcy. Natomiast paradoksalnie okazało się, że częściowo chronią także przed zakażeniami wirusowymi. Zostało potwierdzone, że stymulują mechanizmy immunologiczne na tyle, że człowiek staje się na takie ataki odporniejszy.