Oko w oko z temidą

Ludzie pozwy piszą… nawet najdziwniejsze

Krzysztof Izdebski

Prawnik, specjalista prawa medycznego, Rzecznik Praw Lekarza Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej w Toruniu

Pomysłowość ludzka dotycząca spraw, z jakimi można iść do sądu, nie zna granic. Społeczeństwo jest kreatywne, czego dowodzą kolejne przykłady niestandardowych rozpraw. Jedną z grup zawodowych narażonych na nietypowe sprawy są lekarze. Pacjenci potrafią oskarżyć lekarzy o wszystko – i zawsze widzą w tym błąd medyczny, za który lekarz powinien ponieść odpowiedzialność prawną (zwłaszcza materialną).

Uratowaliście mnie… więc zapłaćcie

Ciekawą sprawę rozpoznawał niedawno toruński sąd. Pacjentka pozwała szpital o zapłatę kwoty 150 tys. zł tytułem zadośćuczynienia w związku ze szkodą i uszczerbkiem na zdrowiu, jakiego doznała podczas pobytu w tej placówce.

Pacjentka – nazwijmy ją Martyna I. – w 2013 r. trafiła na szpitalny oddział ratunkowy po nieudanej próbie samobójczej. Z uwagi na tendencje samobójcze została umieszczona na oddziale psychiatrycznym pozwanego szpitala, w sali o podwyższonym nadzorze. Pacjentka wyraziła na to zgodę. W nocy opiekun medyczny zauważył, że Martyna I. weszła do łazienki, gdzie próbowała się powiesić. Znalazł ją personel szpitala, była kilkukrotnie reanimowana.

Od tego czasu pacjentka znajduje się pod stałą opieką innych osób. Z uwagi na uszkodzenie kręgu szyjnego wymaga wielu zabiegów fizykoterapeutycznych; okres oczekiwania na tego typu zabiegi z NFZ wynosi ponad 2 lata. Przed próbą samobójczą w szpitalu kobieta była sprawna fizycznie i pracowała dorywczo, natomiast obecnie jest uzależniona od pomocy osób trzecich. Gdyby – jak utrzymuje pani Martyna – pozwany szpital skuteczniej sprawdzał salę o podwyższonym nadzorze, nie doszłoby do wypadku. Pacjentka twierdzi, że nie miała wówczas świadomości podejmowanych działań, zażywała bowiem silne leki psychotropowe.

Szpital utrzymywał, że wewnętrzna procedura postępowania z pacjentem obciążonym ryzykiem samobójstwa została dopełniona. Podczas przyjmowania chorej na oddział odebrano jej potencjalnie niebezpieczne przedmioty (przedmioty ostre, paski, sznurowadła), została umieszczona w pojedynczej sali oraz objęta ścisłym dozorem z użyciem monitoringu. W nocy opiekun medyczny obserwujący podgląd z kamer zauważył, że pacjentka po raz kolejny weszła do toalety znajdującej się przy sali. Natychmiast się tam skierował, a gdy nie zastał chorej na sali, niezwłocznie wkroczył do łazienki. Okazało się, że Martyna I. podjęła kolejną próbę samobójczą – usiłowała powiesić się na baterii od prysznica. Opiekun od razu udzielił kobiecie pomocy medycznej. Od wejścia chorej do łazienki nie minęło więcej niż 1-2 min, czego potwierdzeniem jest fakt, że zadzierzgnięcie trwające powyżej 3-4 min nieuchronnie prowadzi do śmierci.

Pełna wersja artykułu omawia następujące zagadnienia:

Gdy człowiek siedzi, zaczyna pisać…

Niezwykle kreatywną grupą społeczną, jeśli chodzi o pozywanie wszystkich o wszystko (być może jest to swoista forma terapii, resocjalizacji lub po prostu sposób [...]