Streszczenie
Potem doświadczyliśmy ogromnego skoku technicznego w medycynie. Unowocześniane techniki, głównie badań ultradźwiękowych, pokazywały nam rozwijający się płód od coraz wcześniejszych etapów jego rozwoju. Rozdzielczość diagnostycznych aparatów ultradźwiękowych zwiększyła się tak bardzo, że zaczęto mówić nawet o sonoembriologii. Prezentowano nam obrazki z tak wczesnych etapów rozwoju jak 7. tydzień ciąży, dające możliwość rozpoznania dużych wad płodu, jak na przykład bezczaszkowie, brak rozwoju kończyn, duże wady cewy nerwowej czy zamknięcia jam ciała. Wkrótce po tym zaczęto się zastanawiać, co dalej. Bo jeżeli mamy do czynienia z wadą płodu, to czy możemy w jakiś sposób ją leczyć.
Terapia wewnątrzmaciczna ma wiele aspektów medycznych, technicznych i bioetycznych. Nie było wiadomo jak i czy warto płody leczyć? Jaki będzie wynik końcowy takiej terapii? Wszak rodzice oczekują nie tylko żywego, ale ze wszech miar zdrowego dziecka. Oczekiwania generowały potrzebę rozwoju instrumentarium medycznego przystosowanego do rozmiarów płodów. Problem bioetyczny polegał na konieczności naruszenia integralności zdrowego organizmu matki na drodze do chorego płodu. W końcu jednak w wielu opiniach opierano się na wartościowaniu ryzyka terapii w stosunku do oczekiwanych korzyści i na uwzględnieniu opinii rodziców nienarodzonego jeszcze dziecka. Terapię płodów ludzkich poprzedziło wiele długoletnich badań na zwierzętach. Równolegle rozwijało się postrzeganie płodu jako pacjenta (fetus as a patient), a nawet zarodka jako pacjenta (embryo as a patient). Dziedzinę medycyny zajmującą się tymi zagadnieniami nazwano fetologią.
Nie bez znaczenia pozostawał problem szybkiej diagnostyki genetycznej płodu i spór, czy płód obarczony wadą genetyczną ma prawo być leczony, czy też od takiego leczenia należałoby odstąpić, kwalifikując takie działanie jako uporczywą terapię. Postęp w dziedzinie techniki reakcji łańcuchowej polimerazy (PCR) i fluorescencyjnej hybrydyzacji in situ (FISH) był bardzo pomocny w szybkiej diagnostyce genetycznej.
Niezależnie od wszystkich za i przeciwterapii wewnątrzmacicznej, jej istnienie jest faktem. Mamy w historii jej rozwoju również zapisaną naszą polską, poważną kartę. Byliśmy wszak szóstym krajem w Europie, w którym rozpoczęto terapię laserową w zespole przetoczeniowym krwi między płodami (TTTS) i pierwszym, w którym wykonano neurofiberoskopię komór bocznych mózgu płodu. Mamy też trzy ośrodki w Polsce wykonujące zamykanie przepuklin oponowo-rdzeniowych na otwartej macicy. To dzięki zaangażowaniu pasjonatów medycyny perinatalnej w wielu polskich ośrodkach klinicznych, mimo mizerii środków kierowanych na naukę, możemy śmiało powiedzieć, że jesteśmy w czołówce światowej w tej dziedzinie.
Terapia wewnątrzmaciczna płodu może opierać się tylko na farmakoterapii płodu przez matkę, ale również na farmakoterapii bezpośredniej i na działaniach chirurgicznych. Początkowo, bardzo nieśmiało stosowane były techniki i głowe, ale w miarę jak nabywano doświadczenia, sięgnięto po techniki endoskopowe oraz do zabiegów na otwartej macicy.