Dostęp Otwarty

Moim zdaniem

Rzecznicy praw pacjenta – pomocnicy czy szkodnicy?

Dr n. społ. Błażej Kmieciak

Zakład Prawa Medycznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

W Polsce od ponad 20 lat funkcjonują urzędnicy, których określamy mianem rzecznika praw pacjenta. Czy ich pojawienie się pomogło w kształtowaniu profesjonalnej relacji na linii lekarz – pacjent, czy też podważyło terapeutyczne zaufanie?

Rzecznik, czyli kto? Jaką instytucję mamy na myśli? Dokładne studia nad wspomnianym tematem uświadamiają, iż podobnym mianem określane były i nadal są różne organy.

Pierwsze wzmianki o funkcji rzecznika praw pacjenta pojawiły się w połowie lat 90. XX wieku. To wówczas Helsińska Fundacja Praw Człowieka przeprowadzała badania dotyczące przestrzegania praw pacjenta na terenie szpitali psychiatrycznych. Okazało się, że władze szpitala w Bolesławcu zatrudniły takiego rzecznika. Jego głównym zadaniem była rejestracja spraw dotyczących przymusowego leczenia na oddziale psychiatrycznym. Przez kolejne lata w innych szpitalach zaczęto zatrudniać podobnych specjalistów – najczęściej decydowano się, by podobną funkcję, w ramach części etatu, podejmowały np. pielęgniarki.

Sytuacja zmieniła się, gdy rzecznicy pojawili się najpierw na terenie Kas Chorych, a następnie przejęci zostali przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Urzędnicy byli niezależni od władz szpitala i mieli możliwość dokładnego przeanalizowania sytuacji konkretnego pacjenta pod kątem ewentualnego naruszenia przepisów Ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

W tym samym czasie parlament podjął decyzję o powołaniu Rzeczników Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego, czyli urzędników pierwotnie zatrudnionych na terenie Biura Praw Pacjenta przy ministrze zdrowia. Ich pojawienie się wzbudziło tyle samo nadziei, co obaw. Rzecznicy, powołani z inicjatywy polskich psychiatrów, mieli wykonywać swoje obowiązki na terenie wskazanych oddziałów psychiatrycznych. Ich zadaniem jest szczegółowa analiza sytuacji przestrzegania praw pacjenta szpitala psychiatrycznego. W szczególności dotyczy to sytuacji:

  • stosowania wobec osób hospitalizowanych przymusu bezpośredniego,
  • przyjęcia pacjentów do szpitala bez ich zgody,
  • wszczęcia procedury ubezwłasnowolnienia.

W tym czasie Biuro Praw Pacjenta przekształcono w Biuro Rzecznika Praw Pacjenta.

Wyjaśnienia i komplikacja

Warto w tym miejscu zadać pytanie: Kto w Polsce jest głównym organem zajmującym się ochroną praw pacjenta? Odpowiedź jest następująca: „Rzecznik jest centralnym organem administracji rządowej właściwym w sprawach ochrony praw pacjentów określonych w niniejszej ustawie oraz w przepisach odrębnych”. Przywołany cytat zaczerpnięto z art. 42 ust 1 Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. W Polsce bowiem od 2008 roku funkcjonuje urząd Rzecznika Praw Pacjenta (dalej RPP). Organ ten z założenia miał być instytucją, która przejęłaby prowadzenie prawno-medycznych spraw od innych znanych już w Polsce rzeczników praw pacjenta oraz Rzecznika Praw Obywatelskich, także Rzecznika Praw Dziecka. W cytowanej ustawie obdarzono RPP szerokimi kompetencjami. Posiada on m.in. możliwość dokonywania kontroli instytucji ochrony zdrowia, (ma prawo kontrolować dokumentację medyczną), może nakładać kary za naruszenie zbiorowych praw pacjenta, ma możliwość finansowego upominania za zwlekanie z odpowiedzią na przedłożone wcześniej wystąpienie. Obdarzony został również możliwością udziału w postępowaniach cywilnych z uprawnieniami należnymi prokuratorowi.

Pojawienie się urzędu Rzecznika Praw Pacjenta niestety nie zakończyło dyskusji dotyczących potrzeby powoływania podobnych instytucji, tyle że wątpliwości nabrały nieco innego charakteru. Dokładna lektura ustawy o prawach pacjenta wskazuje bowiem, iż rzecznik jest wybierany przez komisję powoływaną przez ministra zdrowia. Co istotne, podlega bezpośrednio Prezesowi Rady Ministrów, który ma prawo odwołać go z urzędu. W opinii Doroty Karkowskiej, specjalizującej się w tematyce ochrony praw pacjenta, silna podległość rzecznika w stosunku do premiera powoduje, iż odwołanie go może być podyktowane nie tylko względami merytorycznymi, ale i pozamerytorycznymi. Co interesujące, po ponad pięciu latach funkcjonowania wspomnianego organu także środowiska skupiające pacjentów nie w pełni są zadowolone z tych rozwiązań. Zdaniem Piotra Piotrowskiego, lidera Porozumienia 1 Czerwca: „Trudno mówić o autonomii urzędu Rzecznika Praw Pacjenta i spełnianiu przez niego wizji rozwoju przestrzegania Praw Pacjenta, misji edukacji społecznej w tym zakresie i praktyki budowania relacji ze środowiskiem pacjenckim. Widzimy raczej urząd skupiający się na własnym trwaniu i realizujący niezbędne minimum monitorowania zjawisk patologii w ochronie zdrowia, niebudujący relacji i niewywierający wpływu rozwijającego i jednoczącego organizacje pacjenckie”.

Rzecznik, ale po co?

Czy powoływanie podobnych urzędów jest obecnie konieczne? Czy pojawienie się rzeczników praw pacjenta to z założenia uznanie, że owe prawa są nagminnie łamane przez medyczny personel? Być może rację mają Bartosz Łoza oraz Rafał Wójcik („Rzecznik praw pacjenta szpitala psychiatrycznego: nowe doświadczenia, stare błędy”), uznając iż obecnie dostrzegamy swoistą fazę zbrojeń, w trakcie której lekarze oraz pacjenci powołują swoich własnych rzeczników, mających dbać o ich interesy.

Pamiętajmy, że celem rzeczników powoływanych przez poszczególne organy jest działanie na rzecz praw, a nie indywidualnych interesów pacjentów – to rozróżnienie ma kluczowe znaczenie. Rzecznik jest bowiem specjalistą, który ma za zadanie odwołać się do wiedzy prawno-medycznej, bazować musi na standardach ukazanych w konkretnych ustawach oraz rozporządzeniach, a nie indywidualnych przemyśleniach, zmieniających się w zależności od sytuacji. Stąd też w granicach jego kompetencji nie może leżeć np. podważenie decyzji lekarza. Rzecznik ma za zadanie przeanalizować oraz sprawdzić, czy wspomniana decyzja medyczna podjęta została zgodnie z prawem, a nie indywidualnym oczekiwaniem np. osoby hospitalizowanej. Wydaje się, że sfera ochrony zdrowia ma w tym miejscu szczególny charakter. Relacja pacjent – ekspert medyczny to zawsze szczególne, najczęściej wręcz intymne, spotkanie. Bez względu na promowanie partnerskiego modelu relacji diagnoza, badanie oraz leczenie to działania, w których jedna osoba powierza siebie drugiej osobie. To lekarz posiada fachową wiedzę, a nie pacjent; to on jest dysponentem owej wiedzy i to on podejmuje – lub nie – działania na jej podstawie. Rolą rzecznika nie może być jednak występowanie w charakterze etatowego obrońcy, który czeka na pojawienie się medycznego błędu. Warto jednak pamiętać, że samo powołanie prawnych specjalistów nie może być uznane a priori za formę podważania zaufania do zawodu lekarza. By jednak podobne założenie mogło być zrealizowane, musi zostać spełnionych kilka podstawowych warunków.

Dobry rzecznik, czyli…

Jak wskazywał prof. Antoni Kępiński, każdy specjalista spotykający się z pacjentem działać może na niego terapeutycznie lub antyterapeutycznie. Wydaje się, iż stwierdzenie to doskonale pasuje także do osób, które jako urzędnicy troszczą się o pacjenta. Każda skarga ma unikatowy i wyjątkowy charakter, najczęściej odnosi się do sytuacji trudnej, złożonej, nierzadko bolesnej.

By rzecznik mógł podjąć w pełni obiektywne działanie, musi być niezależny. W wypadku urzędu Rzecznika Praw Pacjenta obecnie nie można uznać, iż organ ten ma taki charakter. Formalna podległość w stosunku do premiera powoduje, iż ten ekspert w pewnym sensie zmuszony jest do realizowania polityki zdrowotnej rządu, która paradoksalnie godzić może niejednokrotnie w fundamentalne prawa pacjenta. Z całą pewnością jednak wszyscy rzecznicy (działający na mocy ustaw lub postanowień np. organizacji pozarządowych) mają możliwość dokonywania pozytywnych zmian w zakresie funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Doskonałym przykładem jest m.in. działalność rzeczników pracujących na terenie oddziałów psychiatrycznych. Mając świadomość okazjonalnych konfliktów na linii rzecznicy – psychiatrzy, warto pamiętać, że wzajemne uznawanie kompetencji oraz wspólny cel, jakim jest pacjent, powodują, iż wiele z oddziałów psychiatrycznych – wbrew niesłusznym opiniom – skutecznie pokazuje, jak budować kulturę praw pacjenta.

Śledząc dotychczasowe działania, które podejmuje urząd Rzecznika Praw Pacjenta, trudno w sposób jednoznaczny stwierdzić, jaka jest ich filozofa. Z jednej strony biuro rzecznika, wraz z samorządem lekarskim, podejmuje inicjatywy takie jak organizacja konferencji dotyczących etyki działań medycznych specjalistów. Z drugiej strony istnienie uprawnień do nakładania kar finansowych na jednostki ochrony zdrowia powoduje, iż trudno mówić o pełnym dialogu. Wspomniane kary prowadzić mogą ponadto do kolejnego paradoksu. Mowa tutaj o sytuacji, gdy to np. szpital, który zobowiązany zostanie do uiszczenia powyższej karnej opłaty, straci finansową możliwość realizacji wszystkich zaplanowanych świadczeń zdrowotnych. Reasumując: warto pamiętać, że maksyma Primum non nocere dotyczy nie tylko lekarzy, ale także urzędników pracujących w sferze ochrony zdrowia. ■