Opinie

Samodzielność fizjoterapeuty

Jerzy Dziekoński

Obie izby parlamentu przyjęły projekt ustawy o zawodzie fizjoterapeuty. Najpierw 25 września po burzliwych obradach prawo przegłosowali posłowie, a następnie, 1 października senatorowie. Pozostał tylko podpis prezydenta (opisujemy stan na 9.10.2015 roku).

Chodzi o poselski projekt ustawy, który został zgłoszony przez PSL w lipcu 2014 roku. W jego przygotowanie zaangażowane było Polskie Towarzystwo Fizjoterapii. Dopóki pod ustawą nie podpisze się prezydent, zawód fizjoterapeuty wciąż nie będzie w Polsce zawodem regulowanym. Obecnie każdy może założyć działalność gospodarczą i prowadzić gabinet rehabilitacji.

Ustawa zakłada utworzenie rejestru fizjoterapeutów, do którego trafią osoby legitymujące się odpowiednim wykształceniem i przygotowaniem zawodowym. Regulacja zawodu daje również rehabilitantom wiele nowych praw, np. dostępu do dokumentacji medycznej pacjenta czy zalecania wyrobów medycznych. Nowa regulacja umożliwia także powołanie samorządu fizjoterapeutów, który będzie sprawował nadzór nad kwestiami zawodowymi.

Prezentujemy głos za i głos przeciw kształtowi nowej ustawy.

Dr n. med. Marek Kiljański, prezes Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii

Jest to sukces polskiej fizjoterapii. Walczymy o to od ponad 25 lat i nigdy nie byliśmy tak blisko jak teraz.

Chciałbym uspokoić wszystkich lekarzy – w ich życiu nic się nie zmieni. Dziwią głosy sprzeciwu, ponieważ konsultowaliśmy projekt ustawy ze środowiskiem lekarskim, m.in. spotykając się wielokrotnie z prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej. Jest całe grono zacnych lekarzy, którzy podpisują się pod tym projektem obiema rękami. Protest wobec ustawy wywodzi się ze środowiska lekarzy rehabilitacji. Trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy ten opór popierają. Są lekarze, również z Polskiego Towarzystwa Rehabilitacji, którzy naszą sprawę wspierają.

Narosło wiele nieporozumień, które należy rozwiać. Jedyną uprawnioną osobą do postawienia diagnozy jest lekarz i nikt tego nie zmieni. Jeżeli mówimy o diagnostyce w fizjoterapii, to mówimy o diagnozie funkcjonalnej, a nie lekarskiej. Lekarz np. stawia diagnozę zmiany zwyrodnieniowej dolnego odcinka kręgosłupa i tak naprawdę nic więcej nie określa, co nam mówi to rozpoznanie. Z funkcjonalnego punktu widzenia może to być pierwszy, drugi lub czwarty stopień zmian zwyrodnieniowych i w zależności od tego podejście do pacjenta jest zupełnie inne. Rozpoznanie pozostaje to samo. Albo weźmy zabieg galwanizacji. To nie lekarz ustala dawkę. Fizjoterapeuta, zwiększając natężenie prądu, ustala dawkę, która mieści się w zakresie czucia i zakresie bólu.

Nie chcę tutaj konfliktu zadrażniać. Nikt nikomu pracy nie zabiera, dla systemu zaś daje to tylko i wyłącznie korzyści w postaci lepszej dostępności świadczeń. Jeżeli lekarzy rehabilitacji jest w kraju ok. 1,5 tys., to zawsze będzie dla nich praca na oddziałach szpitalnych. Chodzi o to, aby nie zatrudniać ich fikcyjnie w poradniach, bo to jest zupełnie niepotrzebne. Lekarze zatrudnieni w poradniach rehabilitacji zazwyczaj nie stawiają diagnozy, lecz tak jak my opierają się na diagnozie postawionej przez innego specjalistę. Niezrozumiały jest fakt, iż znaczna część tych specjalistów czerpie korzyści z kształcenia fizjoterapeutów, są wykładowcami i dziekanami.

Czy świadomie kształcą według nich niedouczonych, niekompetentnych i nieprzygotowanych do samodzielnej pracy fizjoterapeutów?

Dr n. med. Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Odbieram bardzo wiele interwencji nie tylko lekarzy, ale również samych fizjoterapeutów, którzy protestują przeciwko takiemu kształtowi ustawy. Pewnie są tacy, którzy mają powody do zadowolenia, że w Sejmie udało się przeprowadzić coś, co w cywilizowanym kraju nie powinno mieć miejsca, ale na pewno nie ma wśród nich lekarzy. Tak skonstruowana ustawa stanowi bowiem niebezpieczeństwo dla pacjentów. Protestując, stajemy w obronie interesu publicznego, jakim jest zapewnienie właściwego przebiegu rehabilitacji. Brak nadzoru lekarza i jego doświadczenia, umiejętności oceny stanu zdrowia pacjenta i oceny, czy może być poddawany zabiegom fizjoterapeutycznym, może przynieść fatalne skutki. Fizjoterapeutów nie kształci się w procesie studiów, w jaki sposób dokładnie zebrać wywiad umożliwiający postawienie diagnozy, dlatego dla nich znacznie korzystniejsza jest sytuacja obecna, kiedy pacjent trafia do nich ze skierowaniem od lekarza. Niebezpieczeństwo, że pacjent będzie poddawany zabiegom mimo przeciwwskazań, jest znaczne. Oto kardiologia, gdzie rehabilitacja odgrywa ogromną rolę – nie wyobrażam sobie, żeby dokładna ocena pacjenta, na jakim etapie problemów kardiologicznych się znajduje, została wykonana przez fizjoterapeutę. Nie widzę też możliwości, żeby rehabilitację po udarach mózgu prowadzić bez stałego nadzoru lekarza. Podstawowym i dramatycznym błędem parlamentarzystów jest przyjęcie ustawy, która umożliwia podjęcie rehabilitacji bez konsultacji lekarskiej. To nie pozostanie bez echa, bo wcześniej czy później będą zdarzały się przypadki, gdzie pacjent poniesie szkodę.

Drugim elementem nie do przyjęcia jest dostęp fizjoterapeutów do pełnej dokumentacji lekarskiej czy prawo do wydawania opinii, orzeczeń, do zalecania wyrobów medycznych, sprawowania nadzoru nad udzielaniem świadczeń i do odmowy wykonania świadczeń ordynowanych przez lekarzy. Sytuacja jest przedziwna, bo dochodzi do kompletnego pomieszania kompetencji. Nie ma woli rozsądnego rozwiązania problemu. Jest wola polityczna zjednania sobie pewnej grupy wyborców. Śmieszne jest również to, że kiedy zdecydowano o deregulacji wielu zawodów, ustawia się kolejka do nałożenia nowych regulacji. Można się spodziewać, że za chwilę swoje samorządy będą chciały tworzyć inne zawody. Już ubiegają się o to ratownicy medyczni. Skoro tak, to dlaczego zatem nie stworzyć ustawy np. o dietetykach szpitalnych?