Dostęp Otwarty

Bez mojej zgody

Interna jest najważniejsza

Opracowała Iwona Dudzik

Zapominanie o internie, która stanowi podstawę dbania o zdrowie ludzi w Polsce, może spowodować wybuch społecznego niezadowolenia – ostrzega prof. dr hab. med. Jacek Imiela, konsultant krajowy w dziedzinie chorób wewnętrznych, ordynator I Oddziału Wewnętrznego Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego, prezes Towarzystwa Internistów Polskich.

Jako konsultant krajowy regularnie spotykam się z ordynatorami oddziałów wewnętrznych, którzy donoszą o pogłębiającym się dramacie oddziałów.

Small imiela007 x opt

Prof. Jacek Imiela

Na internach zmniejsza się liczba lekarzy – ubywa od 300 do 400 rocznie. Jest to spowodowane tym, że na oddziałach tych zarobki są niższe niż np. na oddziałach specjalistycznych czy w przychodniach POZ. Lekarze odchodzą, a ci, którzy zostają, są przeciążeni pracą. Często jest tak, że na 50-łóżkowym oddziale pracuje kilku lekarzy. Nie wszyscy, zwłaszcza ci, którzy nie są już młodzi, wytrzymują to fizycznie i także się wykruszają.

Trudno policzyć, ilu lekarzy faktycznie pracuje jako interniści. Według statystyk internistów jest bardzo dużo. Jednak większość z nich ma dodatkowo specjalizację szczegółową i pracuje jako kardiolog, pulmonolog itp.

Mimo to dyrektorzy nie mogą dać im podwyżek, bo działalność tych oddziałów jest nieopłacalna. NFZ nie przyjmuje do wiadomości, że pacjenci to na ogół starsi ludzie, którzy mają wiele chorób, a porządny oddział wewnętrzny diagnozuje dokładnie i leczy wszystkie choroby. Fundusz jednak płaci tylko za jedną jednostkę chorobową.

Brak klasycznych łóżek

Złe wyceny i braki personelu sprawiają, że dyrektorzy w trosce o kondycję finansową szpitala zmniejszają liczbę łóżek na internach lub zamieniają te oddziały na specjalistyczne, o wiele lepiej finansowane przez NFZ.

Trudno w tej chwili ocenić, ile w szpitalach znajduje się łóżek klasycznie internistycznych, bo część z nich jest na oddziałach specjalistycznych, które nazywają się np. „oddział kardiologii i chorób wewnętrznych”.

Kolejną niepokojącą kwestią jest to, że po wprowadzeniu nowego, modułowego systemu specjalizacji zmniejszyła się liczba lekarzy, którzy wybierają pięcioletnią specjalizację z interny. Ta zmiana jest bardzo niebezpieczna, bo liczba lekarzy internistów, na których jest wielkie zapotrzebowanie, zaczyna drastycznie spadać.

Jeśli ta sytuacja się utrzyma, dojdzie do dramatu w ochronie zdrowia, bo ludzie nie będą mieli gdzie się leczyć. To nierealne, aby zupełnie niezdiagnozowani chorzy, a z takimi najczęściej mamy do czynienia, trafiali na kardiologię czy gastrologię i tam prowadzona była cała diagnostyka.

My, wspólnie z pediatrami, którzy mają podobne problemy, dążymy do tego, by obecne władze zainteresować tym, co robimy. Przedstawiliśmy także ministrowi zdrowia Konstantemu Radziwiłłowi nasze propozycje poprawy sytuacji. Odniósł się do nich ze zrozumieniem.

Dziedzina priorytetowa

Chcielibyśmy, aby interna stała się dziedziną priorytetową. To pozwoli zwiększyć płace lekarzy pracujących na oddziałach wewnętrznych i choć część z nich zatrzymać, zwiększyć kontrakty i poszerzyć bazę oddziałów wewnętrznych.

Przedstawiliśmy także szczegółowe propozycje dotyczące zmiany finansowania oddziałów wewnętrznych. Zaproponowaliśmy zmianę wysokości wycen poszczególnych procedur.

Wreszcie uważamy, że także w programach specjalizacji modułowych powinny zajść zmiany. Moduły winny odbywać się przez trzy lata na oddziałach wewnętrznych, a zaliczenie – systemem testowym. Obecnie moduł internistyczny jest zaliczany przez kierownika danej specjalizacji. Nie ma więc systemu egzekwowania wiedzy internistycznej, co także ma dramatyczne konsekwencje.

Oczywiście także inne dziedziny występują z postulatami. Ale trzeba pamiętać, że w medycynie obok postępu naukowego, nowoczesnego sprzętu i innych osiągnięć najważniejszy jest człowiek – jego podstawowa diagnostyka i leczenie. Jeśli nie będziemy dbali o profesjonalne leczenie setek tysięcy ludzi, stworzymy zagrożenie dla podstawowej, codziennej opieki medycyny.

Należy więc poprawiać warunki pracy lekarzy rodzinnych oraz internistów w POZ, młodych lekarzy oraz opiekę onkologiczną, ale też bardzo zadbać o dziedziny podstawowe, z których najważniejszą jest interna.

Ministerstwo Zdrowia tworzy mapy potrzeb zdrowotnych w różnych dziedzinach, jednak statystyki, choć pozornie wyglądają dobrze, są czasem zawodne. Szczególnie w takich specjalnościach jak interna.