Kontrowersje

Jeśli nie spełnimy oczekiwań młodych lekarzy, to rzucą papierami

O tym, dlaczego rezydenci irytują starszych kolegów z dr. Jerzym Gryglewiczem, ekspertem rynku medycznego z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie, rozmawia Iwona Dudzik

MT: Powiedział pan, że takiego konfliktu pokoleń między starymi i młodymi lekarzami w Polsce jeszcze nie było. W czym on się przejawia?


Dr Jerzy Gryglewicz:
Nigdy wcześniej młodzi lekarze nie mieli tak silnej pozycji jak teraz. To efekt tego, że na rynku pracy dramatycznie ich brakuje. Każdy z nich w dowolnej chwili może powiedzieć pracodawcy „Rezygnuję” i od ręki znajdzie pracę u innego. Dotyczy to nie tylko dużych miast, gdzie zawsze jest wiele opcji, ale również powiatów, choć czasem może się to wiązać z koniecznością dojazdu.

Ponadto zmieniło się przywiązanie lekarzy do jednego szpitala. Wielu z nich wybiera model pracy w kilku miejscach, na kilku etatach. To dodatkowo zwiększa ich poczucie bezpieczeństwa finansowego. Jeśli w jednym miejscu atmosfera lub zarobki są niezadowalające, lekarz przenosi aktywność w inne miejsce.

Lekarze dyktują więc warunki nie tylko finansowe, ale i organizacyjne. Trochę to wszystko przypomina sytuację z chorwackimi kelnerami, którzy słyną z nieuprzejmości. Nie muszą zawsze być mili, skoro turystów jest tam zatrzęsienie, a restauracji brakuje.


MT: Starsi lekarze pamiętają, że nie zawsze tak było?


J.G.:
Ich ścieżka kariery była związana najczęściej z jednym szpitalem. Nie zawsze były wolne etaty, więc jeśli lekarz zdobył pracę, musiał przystosować się do zastanych warunków. Często początkowo wykonywał mniej wdzięczne zajęcia.

Zdobywanie specjalizacji odbywało się w ramach etatu w danym szpitalu. Teraz etaty rezydenckie finansowane są z budżetu Ministerstwa Zdrowia, a przez to więź takiego lekarza ze szpitalem jest słabsza. Często dyrektorzy mówią: „Owszem, mamy rezydentów, ale jak możemy im cokolwiek nakazać, jeśli ich pracodawcą jest minister zdrowia?”.


MT: Jak przebiega symboliczny podział między pokoleniami?


J.G.:
W problemie, o którym rozmawiamy, linię podziału wyznaczają oczekiwania młodych. Starsi lekarze do pozycji i satysfakcjonujących zarobków dochodzili przez kilkanaście lat. Tak było od zawsze, ale czasy się zmieniły. Młodzi są niecierpliwi. Żyją szybciej i chcą godziwie zarabiać od razu, a nie czekać kilkanaście lat. Ich sukces w negocjacjach z Ministerstwem Zdrowia pokazał, że jest możliwe osiągnięcie statusu materialnego zdecydowanie szybciej, niż to było kiedyś. W każdej chwili mogą też wyjechać za granicę i wielu młodych lekarzy to robi. Dawniej takich możliwości nie było. Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej zdobycie pracy za granicą było drogą przez mękę. Dziś te bariery zniknęły. Młode pokolenie perfekcyjnie zna język angielski, dyplomy są uznawane w wielu państwach, a rynek pracy jest zupełnie inny. Uzyskanie informacji nie stanowi żadnego problemu. Powstało mnóstwo portali, na których wymienia się oferty pracy. Także każde niewłaściwe traktowanie podwładnych przez pracodawców może być upublicznione i nagłośnione.