Kiedyś nie było zawansowanych centrów symulacji medycznej – w tej chwili dostępnych w strukturach każdej dużej uczelni. Dzięki nim studenci mogą doskonalić umiejętności praktyczne w warunkach odzwierciedlających realia gabinetów lekarskich, sal szpitalnych, oddziałów porodowych albo intensywnej terapii. – Centrum symulacji medycznej to niezwykle wartościowa metoda nauki, dająca możliwość wykonania znacznie większej liczby powtórzeń pewnych procedur, których nie da się powielić podczas zajęć klinicznych – uważa prof. dr hab. n. med. Filip Gołkowski, prorektor ds. rozwoju Uniwersytetu Andrzeja Frycza-Modrzewskiego.
Na krakowskiej uczelni kształcenie lekarzy przyszłości nie jest akurat podporządkowane cyfrowemu nauczaniu. – Wyznajemy zasadę minimalizacji zajęć, które są prowadzone bez bezpośredniego kontaktu z nauczycielem akademickim. Platformy cyfrowe używamy raczej do omawiania spraw organizacyjnych albo jako dodatkowe narzędzie dla studentów, np. do korzystania z atlasów anatomicznych. Zasady klasycznego nauczania medycyny muszą, moim zdaniem, pozostać – twierdzi prof. Gołkowski.
Uczelnia doskonale rozumie potrzebę edukowania z prądem postępu. W tym celu organizuje konkursy dla studentów, którzy wykonują zadania na symulatorach robotycznych. Wprowadzenie przyszłych lekarzy w taką metodykę jest istotne z punktu widzenia aktualnych wymogów zawodowych, ponieważ przeprowadzanie zabiegów specjalistycznych w wykorzystaniem robotyki staje się normą.
Współpracować, nie rywalizować
Na co jeszcze zwracają uwagę uczelnie? Chcą, aby przyszli lekarze byli gotowi do pracy zespołowej. To ważne, biorąc pod uwagę fakt, że wśród studentów często zajęcia grupowe wzbudzają potrzebę współzawodnictwa, a nie współpracy. Tymczasem funkcjonowanie w zawodzie lekarza to umiejętność poruszania się w interdyscyplinarnych zespołach i dobry kontakt z pielęgniarką oraz ratownikiem medycznym, którzy przekazują pacjenta lekarzowi.
– Przeprowadziliśmy zajęcia pilotażowe na naszej uczelni: studentów ostatniego roku kierunku lekarskiego umieściliśmy na zajęciach wspólnie ze studentami drugiego roku studiów drugiego stopnia z pielęgniarstwa. Pierwsze zajęcia przebiegły dość sztywno, wystąpiło dużo obaw, jak ta współpraca będzie wyglądała. Ostatecznie adepci medycyny ocenili pilotaż bardzo pozytywnie. Oni potrzebują takich zajęć – przekonuje dr hab. n. med. Sylwia Terpiłowska, prodziekan ds. kształcenia Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jana Kochanowskiego – Collegium Medicum w Kielcach.
Umiejętność współpracy w zespole to jedno. Kolejna sprawa dotyczy odnajdywania się medyków w środowisku wielokulturowym. Żyjemy w czasach wzmożonej migracji. Tylko z powodu wojny w Ukrainie do Polski przyjechało wielu uchodźców, a rynek pracy zasilają także inni cudzoziemcy. Tutaj studiują, mieszkają, podejmują aktywności zarobkowe. – Coraz więcej osób przybywa z zagranicy, czy to studentów, czy pracowników. W różnych kręgach kulturowych opieka medyczna wygląda inaczej niż u nas, więc polscy lekarze i pielęgniarki muszą mieć w tej materii rozeznanie – dodaje dr hab. Terpiłowska.
W obliczu zmian i otwarcia na nowe ważne jest pielęgnowanie relacji międzypokoleniowych, w tym kontakt studentów z mentorami, od których mogą czerpać wiedzę i doświadczenie. Nie należy przeceniać roli nowych technologii ani pozycjonować ich na równi z autorytetami medycznymi. Uczelnia Łazarskiego inwestuje w kultywowanie idei uczeń–mistrz. – Studenci sami w tej sprawie do mnie przychodzą. Chcą wykorzystać szasnę czerpania wiedzy od uznanych lekarzy, aby rozwijać się w swojej dziedzinie. Słyszę od studentów: „Pani doktor, proszę nam pomóc znaleźć mentora, za którym możemy podążać”. Pokolenie Z oczekuje takiego mentoringu – podsumowuje dr Sobczyńska.
Zdjęcie: Addictive Stock/iStock/Getty Images Plus/Getty Images
