Dostęp Otwarty

Psychoonkologia

Wypalenie zawodowe lekarzy onkologów

Dr n. med. Mariola Kosowicz

psycholog kliniczny, psychoterapeuta, kierownik Poradni Psychoonkologii w Centrum Onkologii-Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie

Opracowała Magda Szrejner

Adres do korespondencji: Poradnia Psychoonkologii, Centrum Onkologii-Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie, Roentgena 5, 02-781 Warszawa

Jak radzić sobie z chronicznym stresem, jak mądrze rozładowywać emocje związane z codziennym ocieraniem się o śmierć

Niegdyś uważano, że ciągła ekspozycja na stres w pracy jest główną przyczyną wypalenia zawodowego. To prawda, ale gdyby to był jedyny powód, wówczas wszyscy bylibyśmy sfrustrowani i wypaleni. Bowiem kto w dzisiejszych czasach nie jest narażony na stres? Wielu badaczy wskazuje, że wypalenie zawodowe jest wypadkową różnych zmiennych podmiotowych, m.in. kompetencji interpersonalnych, umiejętności korzystania z adekwatnych do sytuacji sposobów redukowania napięć itp. Wskazuje się również na ogromne znaczenie cech osobowości, które wyznaczają preferowane przez jednostkę zachowania, w konsekwencji mogące być stymulatorem zaburzeń psychofizycznych.

Praca lekarzy związana jest z ciągłą ekspozycją na różne emocje i oczekiwania ze strony pacjentów i ich rodzin, co w istotny sposób weryfikuje ich predyspozycje do wykonywania tego typu zawodu.

Prof. Christina Maslach, zajmująca się problemem wypalenia zawodowego wśród pracowników medycznych, kładzie szczególny nacisk na czynniki interpersonalne między udzielającym pomocy i otrzymującym pomoc. Prof. Maslach podkreśla, że poważnym problemem w grupie zawodowej lekarzy jest niska odporność na stres związany z ciągłym oczekiwaniem od lekarza (ze strony chorych i ich bliskich) kompetencji, dyspozycyjności, a czasami nawet cudu. Mówi ona nawet o sytuacjach, gdzie problemy interpersonalne wskazują, że człowiek wybrał nieodpowiedni zawód.

Onkolodzy – grupa szczególna

Wśród lekarzy wyjątkową grupą narażoną na wypalenie zawodowe są specjalizacje związane z pracą z pacjentami cierpiącymi na choroby przewlekłe o niepewnym rokowaniu, m.in. onkolodzy. W pracy doświadczają nie tylko typowych dla swojego zawodu obciążeń, ale mają do czynienia ze swoistymi stresorami. Konfrontacja z niewystarczająco skuteczną terapią, z cierpieniem i śmiercią pacjentów, dramatem wielu rodzin, wymaga od lekarza ciągłego zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego oraz fizycznego. Niestety, nikt nie uczy lekarzy, jak radzić sobie z tak wyjątkowym obciążeniem, jakim jest ciągłe obcowanie z problemami granicznymi.

A wiec każdy radzi sobie, jak potrafi.

W latach 70. XX wieku prof. Philip Zimbardo przeprowadził słynny eksperyment stanfordzki, w którym chętnych studentów podzielił na dwie grupy – więźniów i strażników. Zachowania prezentowane przez strażników przeszły najgorsze wyobrażenia. Przemoc, upokorzenia kolegów będących w grupie więźniów stały się podstawą zachowań zaradczych młodych ludzi, którzy mieli utrzymać porządek. Eksperyment obserwowała wspomniana już prof. Maslach, wówczas doktorantka prof. Zimbardo, i z przerażeniem analizowała zachowania jego uczestników. To ona wymusiła na prof. Zimbardo wcześniejsze zamknięcie eksperymentu. Paradoksalnie eksperyment stanfordzki ukazał złożoność ludzkiej natury. Otóż okazało się, że w pewnych szczególnych sytuacjach natura ludzka może ulec tak dramatycznej przemianie, że człowiek zaczyna zachowywać się irracjonalnie, autodestrukcyjnie, bezmyślnie, a nawet antyspołecznie.

Prof. Maslach wykorzystała wiedzę z eksperymentu do wyjaśnienia powagi problemu deformacji zachowań personelu medycznego. Jej zdaniem lekarz, który zostaje wdrożony w machinę ochrony zdrowia – pomoc pacjentom, biurokrację, nie zawsze odpowiednie warunki socjalne – podlega działaniu wielu bodźców, niekoniecznie bezpiecznych dla jego zasobów zaradczych, i siłą rzeczy musi sobie z nimi radzić tak, jak potrafi.

Nie mając wystarczających umiejętności, np. interpersonalnych, zaczyna wypracowywać w sobie mechanizmy obronne i środki zaradcze, które wcale nie muszą być ani właściwe, ani bezpieczne. Skoro jednak na krótką metę działają, to bezrefleksyjnie są powtarzane w każdej podobnej sytuacji. Z czasem zaczynają przeważać wyuczone schematy myślenia, które nie dopuszczają do głosu refleksji i zdrowego rozsądku.

Jak rozpoznać?

Trzeba pamiętać, że lekarzowi często bardzo trudno jest rozpoznać u siebie syndrom wypalenia zawodowego. Zwykle zaczyna się od przemęczenia, ale pułapka jest w tym, że dziś każdy jest przemęczony. W dzisiejszych czasach wszyscy wszystko tłumaczą stresem, bagatelizując symptomy, które w konsekwencji mogą być niebezpieczne. Trudno dostrzec, że coraz trudniej nam zasnąć pomimo wyczerpania, że jeśli już uśniemy, budzimy się rano zmęczeni. Symptomatyczne są także przewlekłe bóle głowy, bóle kręgosłupa i bóle gastryczne. Stajemy się coraz bardziej rozdrażnieni, cyniczni, drażnią nas ludzie, zaczynamy mieć konflikty w małżeństwie, sięgamy po alkohol wieczorem, bo tylko tak potrafimy się odprężyć. Bardzo często wypaleniu zawodowemu towarzyszą choroby somatyczne, np. nadciśnienie, ale często też depresja, brak energii życiowej, chroniczne zniecierpliwienie.

Pewien kolega onkolog powiedział mi kiedyś, że może słuchać pacjentki najwyżej minutę, potem mógłby zabić…

Jednym z niepokojących symptomów przewlekłego stresu jest dążenie do szybkiego, nierzadko bezmyślnego, rozładowania napięcia, np. w postaci alkoholu, środków odurzających, przelotnych romansów. W efekcie odprężenie jest chwilowe. Pozostaje uczucie niespełnienia, a czasami poważniejsze konsekwencje, np. alkoholizm.

Każdy człowiek dysponuje określonymi narzędziami zaradczymi. Im większe deficyty, tym poważniejsze konsekwencje. Istnieją badania, które w oparciu o obrazowanie aktywności umysłowej wskazują, że nieumiejętne radzenie sobie z emocjami upośledza funkcjonowanie pamięci, ogranicza odczuwanie pozytywnych emocji i generuje zachowania agresywne. Nie możemy więc ignorować faktu, że nasze zachowania mają poważne konsekwencje psychofizyczne.

Najczęstsze objawy wypalenia zawodowego
1. Fizyczne znużenie, zaburzenia somatyczne i czynnościowe, m.in. bóle głowy, kręgosłupa, problemy gastryczne, nawracające przeziębienia, problemy ze snem.
2. Wybuchy gniewu i irytacja, bagatelizowanie lub nadmierne przeżywanie problemów.
3. Okres bezczynności w pracy, narastające poczucie niezrozumienia przez współpracowników i bliskich.
4. Inicjowanie konfliktów w pracy i w domu, ucieczka przed decyzjami w pracy i w życiu osobistym.
5. Brak poczucia identyfikacji z miejscem pracy.
6. Wyczerpanie emocjonalne i psychofizyczne.
7. Depersonalizacja pacjentów.
8. Zmniejszona satysfakcja zawodowa.
9. Nadmierne spożywanie alkoholu; papierosy, narkotyki, brak poczucia identyfikacji z zawodem, depresja.
Źródło: Sęk 2004, 2007, Fengler 2001

Jak sobie radzić?

Ważną sprawą jest edukacja na poziomie uczelni medycznych. Polscy studenci mają w toku studiów za mało psychologii, nikt nie uczy ich, jak sobie radzić ze stresem, nie mówiąc już o tym, że pomija się wiedzę na temat typologii ludzkich zachowań, co nierzadko skutkuje nieumiejętnym kierowaniem przez lekarza rozmową z pacjentem i generuje konflikty. Z badań wynika, że co czwarty Polak ma problemy psychiczne. Ludzie są coraz bardziej sfrustrowani, z założenia nikomu nie ufają, nie mają cierpliwości, a więc oczekują natychmiastowej pomocy i konkretnych rezultatów. Jeżeli lekarz nie rozpozna problemu pacjenta, również psychicznego, będzie reagować agresją na jego agresję, a to droga donikąd.