Wywiad z ekspertem

Skąd się bierze współczesna agresja

O tym, dlaczego frustruje nas brak wpływu na rzeczywistość i co nas powstrzymuje przed jego zdobyciem, z prof. dr hab. med. Marią Siwiak-Kobayashi z Kliniki Nerwic Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie rozmawia Anna Hucko.

PpD: Czy w związku z narastającymi napięciami politycznymi i gospodarczymi możemy mówić o frustracji społecznej?


Prof. Maria Siwiak-Kobayashi: Myślę, że tak. Co ważne, nie dotyczy to tylko naszego kraju, zjawisko ma znacznie szerszą skalę. Części przyczyn upatrywałabym w kryzysie gospodarczym, który zaczął się prawie dziesięć lat temu, ale zdecydowanie nie tylko to załamanie ma wpływ na dzisiejszą sytuację. Jeśli spojrzymy z odpowiedniego dystansu, to zauważymy, że w pewnym sensie naszym dzieciom żyje się gorzej niż nam, gdy byliśmy w ich wieku. W znaczeniu psychicznym oczywiście. Na początku lat 80., kiedy byłam w Anglii, mówiłam brytyjskim znajomym, że podczas gdy oni mają życie społeczne, my mamy jedynie – albo aż – życie towarzyskie. Brytyjczycy tradycję wspólnego działania mają głęboko zakorzenioną. Przejawia się to chociażby w istnieniu zinstytucjonalizowanego wsparcia dla rodzin, które wychowują dzieci z niepełnosprawnościami czy chorobami, a także ośrodków wsparcia i towarzystw osób chorych psychicznie. U nas teraz tak jest, ale ta tradycja zaczęła się kształtować znacznie później. Natomiast już wtedy w Anglii nie można było bez wcześniejszego telefonu pojawić się u kogoś w domu, a u nas drzwi się nie zamykały za niezapowiedzianymi na ogół gośćmi. 20-30 lat temu życie społeczne zaczęto oprawiać w pewne ramy, następowała jego formalizacja, przede wszystkim jako inicjatywy oddolne, obywatelskie, co dawało uczestnikom satysfakcję i poczucie współtworzenia. Ostatnie próby podporządkowania tych inicjatyw obywatelskich kontroli i kierowaniu centralnemu również budzą poczucie frustracji.


PpD: Jakie ma to konsekwencje dla jednostek?


M.S.-K.: Głównie emocjonalne, niestety negatywne. Z jednej strony takie sformalizowane życie społeczne daje pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Można dzięki niemu czuć się bardziej zadbanym ze świadomością, że otrzymamy określoną pomoc w konkretnej sytuacji – chociażby gdy będziemy szukać wsparcia w chorobie, udamy się do ośrodków, które tę potrzebę zaspokoją.

Ludzie wiedzą, że mogą takiej pomocy oczekiwać od systemu. Jest ona realna, ale sformalizowana. Wydaje mi się, że każdy człowiek czuje się lepiej, jeśli jest otoczony siatką przyjaznych osób, które w razie czego będą gotowe udzielić pomocy i zrobi...

PpD: Czy te problemy przekładają się na konkretne zaburzenia psychiczne?