Streszczenie

Zastrzeżenia te doprowadziły do stworzenia procedury pozwalającej na niepodejmowanie resuscytacji – DNR (do not resuscitate) – stanowiącej standard postępowania m.in. w szpitalach amerykańskich i brytyjskich. W Polsce, mimo że DNR jest zgodne z kodeksem etyki lekarskiej, wciąż brakuje szczegółowych ustaleń prawnych do właściwego wprowadzenia takiego postępowania, co naraża lekarzy kierujących się dobrem pacjenta na problemy emocjonalne i prawne. Mam nadzieję, że artykuły takie jak ten, który oddaje złożoność sytuacji szczególnie z uwagi na uczucia rodziny chorego związane z takimi decyzjami, skłonią nas do szerszej dyskusji nad tak ważnym dla pacjentów i lekarzy problemem
 W toczącej się debacie nad typami opieki medycznej, do jakich uprawnieni są pacjenci, wszyscy są zgodni co do tego, że należy unikać postępowania nieprzynoszącego korzyści. Choć tego typu postępowanie trudno zdefiniować, w niektórych sytuacjach doświadczeni lekarze mogą być pewni, że próby podejmowania resuscytacji krążeniowo-oddechowej będą nieskuteczne. Wiele osób uważa, że w takich przypadkach szpitale powinny przyjąć strategię postępowania, która umożliwi lekarzom odmówienie podejmowania resuscytacji krążeniowo-oddechowej mimo nalegania rodziny.
 Kilka lat temu opiekowałem się 2-letnim chłopcem, który urodził się z przepukliną mózgową. Przeszedł zabieg chirurgiczny, ale wystąpiły u niego zaburzenia neurologiczne dużego stopnia. Zespół kliniczny stale przekonywał rodziców, że u chłopca nigdy nie nastąpi znaczący rozwój neurologiczny. Zalecaliśmy zmianę jego leczenia, tak aby zapewnić mu komfort i opiekę paliatywną. Rodzice odrzucali wszystkie tego typu sugestie. Ponieważ chłopca często przyjmowano na oddział intensywnej opieki medycznej, gdzie pracuję jako lekarz, poznałem jego rodzinę dość dobrze. Mimo że nie ustawano w wysiłkach, by ją wspierać i uzyskać zgodę na ograniczenie agresywnego leczenia, rodzice wciąż nalegali, aby robiono wszystko, co możliwe.
 Dobrze pamiętam wieczór, kiedy kilka minut po wywołaniu „błękitnego kodu” [code blue – natychmiastowe wezwanie zespołu reanimacyjnego praktykowane w szpitalach amerykańskich – przyp. red.] przez szpitalny interkom obserwowałem, jak przewożono tego małego chłopca przez drzwi oddziału intensywnej opieki medycznej. Był biały jak kreda i nie dawał oznak życia; myślałem, że już prawdopodobnie nie żyje. Pamiętając jednak nieustępliwą odmowę jego ojca wydania zalecenia o niepodejmowaniu resuscytacji (DNR – do not resuscitate), poinstruowałem personel, by rozpoczął tę procedurę. Prowadziliśmy wentylację chłopca przez tracheostomię i podejmowaliśmy liczne nieudane próby uzyskania centralnego dostępu dożylnego lub doszpikowego. Po może 15 minutach poprosiłem personel o zakończenie resuscytacji i oświadczyłem, że chłopiec nie żyje. Po tym, co się właśnie wydarzyło, czuliśmy się źle. Jedna z pielęgniarek powiedziała mi później, że było to tak wstrząsające, że z trudem powstrzymywała odruchy wymiotne.
 Poszedłem porozmawiać z rodzicami. Przybyli do szpitala wkrótce po wywołaniu „błękitnego kodu” i trzymali teraz w ramionach swojego chłopczyka. Byłem przekonany, że usłyszę pełną złości tyradę z oskarżeniami, że nie udało nam się utrzymać ich syna przy życiu. Zamiast tego atmosfera była nadzwyczaj spokojna i smutna, ponieważ zaczęli opłakiwać swoje utracone dziecko, jak czynią to wszyscy rodzice w takiej sytuacji. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak, kiedy ojciec rozpiął koszulkę syna, odkrywając wszystkie ślady po nakłuciach i siniaki powstałe podczas nieudanych prób uzyskania dostępu do żyły podobojczykowej. Popatrzył na mnie i powiedział: „Chcę panu podziękować. Widzę, że naprawdę próbowaliście; nie poddaliście się bez walki, aby pozwolić mu umrzeć”.
 Jest wiele powodów, dla których moja decyzja powzięta owego wieczoru, aby próbować resuscytacji, mogła być niewłaściwa. Mamy etyczne zobowiązania wobec pacjentów, nie wobec ich rodzin. Z pewnością nie powinniśmy nigdy wyrządzać krzywdy pacjentowi dla korzyści innych osób. Wydaje się natomiast, że w tym przypadku właśnie tak postąpiliśmy – zaangażowani w daremne i brutalne wysiłki resuscytacyjne, aby zjednać sobie rodzinę, która nie akceptowała rzeczywistości takiej, jaką my widzieliśmy. Czy naszymi działaniami wyrządziliśmy dziecku krzywdę?

Pełny tekst artykułu

Artykuł archiwalny w formacie PDF

Otwórz PDF (80 KB)