Dolegliwości bólowe w stomatologii to najprawdopodobniej jedno z najstarszych wspólnych doświadczeń pacjenta i dentysty. Na przestrzeni wieków zmieniały się narzędzia, materiały, unity stomatologiczne, a nawet sposób, w jaki lekarz zwraca się do pacjenta, ale przez stulecia pozostawało jedno pytanie: jak sprawić, aby zabiegi stomatologiczne były bezbolesne. Historia stomatologii dowodzi, że odpowiedzi na to pytanie bywały niezwykle kreatywne i dalekie od współcześnie przyjętych standardów.

W

czasach gdy stomatologia dopiero poszukiwała swojej tożsamości, ból podczas zabiegów w jamie ustnej był elementem nieuniknionym. Cyrulik przyjeżdzający do miasta zawsze wzbudzał poruszenie. Ekstrakcja zęba niejednokrotnie odbywała się bez skutecznego znieczulenia, a szybkość zabiegu mogła być ważniejsza niż komfort pacjenta. W dawnych opisach znaleźć można narzędzia, które dzisiaj bardziej kojarzyłyby się z warsztatem kowalskim niż gabinetem stomatologicznym. Pacjent siadał na krześle, zaciskał dłonie i próbował przekonać samego siebie, że wytrzyma i „jakoś to będzie”, a balwierz przystępował do dzieła.

Nie oznacza to oczywiście, że prekursorzy stomatologii nie próbowali walczyć z bólem. Wręcz przeciwnie. Obserwując pacjenta, widzieli, że każda wizyta jest okupiona dużym stresem i cierpieniem. Największą sławą cieszyli się zatem ci, którzy najszybciej wykonywali zabiegi i potrafili maksymalnie skrócić czas trwania bólu. Jednak już od starożytności wykorzystywano różnego rodzaju substancje roślinne i preparaty mające działanie uspokajające lub przeciwbólowe. Stosowano m.in. wyciągi z maku, mandragory bądź lulka. Problem polegał na tym, że granica pomiędzy środkiem przeciwbólowym a substancją o działaniu toksycznym była wówczas wyjątkowo cienka. Dzisiejszy dentysta może tylko z uznaniem i pewnym niepokojem patrzeć na eksperymentalnego ducha swoich poprzedników.

Prawdziwą rewolucję przyniosło odkrycie możliwości farmakologicznego zniesienia bólu. W XIX w. rozpoczęła się era nowoczesnego znieczulenia. Zastosowanie podtlenku azotu, eteru, a później środków do znieczulenia miejscowego zmieniło oblicze stomatologii. Nagle ekstrakcja zęba nie musiała być wydarzeniem, które pacjent wspominał do końca życia. Co więcej, pojawiła się możliwość wykonywania coraz bardziej skomplikowanych procedur. Można powiedzieć, że wraz z wykorzystywaniem znieczuleń do zabiegów w jamie ustnej zakończyła się era filozofii „zróbmy to jak najszybciej, wytrzymam!” i rozpoczęło się nowe myślenie: „zróbmy to skutecznie i bez bólu”! Dzisiaj brzmi to jak oczywistość, ale w dziejach stomatologii był to ogromny postęp.

Współczesna stomatologia dysponuje szerokim arsenałem metod kontroli bólu. Najbardziej oczywistą pozostaje znieczulenie miejscowe. Igła, która kiedyś mogła budzić większy lęk niż sam zabieg, stała się codziennym narzędziem pracy. Co ciekawe, sama iniekcja nadal pozostaje dla części pacjentów jednym z najbardziej stresujących momentów wizyty. Dlatego współczesna walka z bólem zaczyna się niekoniecznie od ampułki ze środkiem znieczulającym, ale od… rozmowy.

Pacjent, który wie, co się wydarzy, dlaczego będzie wykonane znieczulenie i czego może się spodziewać, zwykle odczuwa mniejszy lęk. Dla wielu pacjentów lęk i ból tworzą wyjątkowo zgrany duet. Im bardziej pacjent się boi, tym intensywniej może odbierać bodźce bólowe. Dlatego współczesny dentysta coraz częściej musi być nie tylko specjalistą od tkanek zęba, ale również specjalistą od ludzkich emocji.

Nie bez znaczenia pozostają techniki samego podawania znieczulenia. Powolna iniekcja, odpowiednia technika, właściwy dobór miejsca wkłucia, stosowanie powierzchniowych środków znieczulających bądź wykorzystanie nowoczesnych systemów komputerowego podawania anestetyku mogą poprawić komfort pacjenta. Nie sprawiają wprawdzie, że igła magicznie znika, ale mogą sprawić, że jej obecność przestaje być wydarzeniem pierwszoplanowym.

Warto również pamiętać, że współczesna kontrola bólu nie kończy się w momencie odłożenia strzykawki. Coraz większą uwagę poświęca się bólowi pooperacyjnemu. Odpowiednie zaplanowanie zabiegu, atraumatyczne postępowanie, właściwa diagnostyka oraz racjonalne stosowanie leków przeciwbólowych pozwalają ograniczyć dolegliwości po leczeniu. W tym miejscu stomatologia coraz wyraźniej korzysta z osiągnięć medycyny opartej na dowodach. Zamiast zasady „coś na pewno pomoże”, coraz częściej obowiązuje zasada „zastosujmy to, co rzeczywiście ma udowodnioną skuteczność”.

Interesujący jest także rozwój metod wspomagających walkę z bólem. Sedacja wziewna, sedacja farmakologiczna, techniki behawioralne, muzyka, odpowiednia komunikacja, a nawet wirtualna rzeczywistość – wszystko to może być elementem strategii ograniczania lęku i bólu. Współczesny gabinet stomatologiczny coraz częściej przypomina więc miejsce, w którym walczy się nie tylko z chorobą, ale również z doświadczeniem pacjenta.

I tutaj pojawia się paradoks. Mamy dziś doskonałe środki znieczulające, precyzyjne narzędzia, lupy, mikroskopy, cyfrową diagnostykę i technologie pozwalające wykonywać zabiegi coraz bardziej oszczędnie. A mimo to strach przed dentystą nadal istnieje. Czasami pacjent bardziej boi się bólu, który może się pojawić, niż rzeczywistego bólu podczas leczenia.

Być może dlatego największą zmianą, jaka dokonała się w stomatologii, nie jest wcale rozwój konkretnego anestetyku. Jest nią zmiana podejścia do pacjenta. Dawniej pytanie brzmiało: „Czy pacjent wytrzyma?”. Dziś powinno brzmieć: „Jak zapewnić pacjentowi komfort podczas leczenia?”. To pozornie niewielka różnica, ale w rzeczywistości oznacza zmianę całej filozofii leczenia.

W bieżącym numerze „Stomatologii po Dyplomie” dr Karolina Siudak przedstawia problem bólu u pacjentów leczonych długofalowo opioidami. W artykule „Farmakoterapia bólu u pacjentów przewlekle stosujących opioidy. Wyzwania dla stomatologa” prezentuje zagadnienia związane z występowaniem hiperanalgezji w tych pacjentów.

Zapraszam również do lektury wszystkich pozostałych ciekawych artykułów w bieżącym numerze.