Streszczenie

Idąc za słowami wybitnego radiologa Davida Levina: „najwyraźniej istnieje znaczący konflikt dotyczący tego, kto jest wystarczająco doświadczony i powinien przeprowadzać badania układu sercowo-naczyniowego w tomografii komputerowej (TK) i rezonansie magnetycznym (MR)”. Trudności w nawiązaniu współpracy, jak również narzucenie pewnych ustaleń prawnych mają inny charakter w poszczególnych krajach i najczęściej zależą od istniejących już od lat zasad współpracy między kardiologami i radiologami. Dlatego grupa doktora Levina (Stany Zjednoczone) postanowiła przeprowadzić analizę danych statystycznych dotyczących tego, kto zajmuje się na terenie Stanów Zjednoczonych diagnostyką układu sercowo-naczyniowego, czyli kto przeprowadza badania i następnie, kto jest odpowiedzialny za wykonany opis i jest jego autorem. W badaniu oparto się na państwowych danych statystycznych (Medicare Physician Supplier Summary Master Files), które dostarczają informacji dotyczących liczby przeprowadzonych badań i specjalności wykonującego je lekarza. Grupa oceniana liczyła 266 142 badań układu sercowo-naczyniowego w TK. Radiolodzy przeprowadzili 257 581 tych badań (96,8%), a kardiolodzy 1246 (0,5%). Lekarze pierwszego kontaktu (1879 wykonanych badań) oraz onkolodzy (1389 wykonanych badań) przeprowadzili więcej badań układu sercowo-naczyniowego niż kardiolodzy. Pozostały śladowy udział w liczbie wykonywanych badań mieli lekarze niezależnych ośrodków diagnostycznych. Wyniki dotyczące badań rezonansem magnetycznym były podobne. W grupie 110 743 badań wykonanych na terenie Stanów Zjednoczonych (przypominam, że badania MR serca wykonywane są od początku lat 90. ubiegłego wieku, tak więc znacznie dłużej niż badania TK serca) radiolodzy przeprowadzili 100 788 (91%), kardiolodzy 3257 (2,9%), lekarze niezależnych ośrodków diagnostycznych 4644, a onkolodzy 537. Konkluzja badaczy jest taka, iż kardiolodzy odegrali śladową rolę w badaniach układu sercowo-naczyniowego, a odsetek badań przez nich wykonanych był niewielki. Praca została opublikowana w 2006 r. w Journal of American College of Radiology. Tyle mówi statystyka, z którą ponoć się nie dyskutuje. Nie zmienia to faktu, że specyfika podziału kompetencji między kardiologami a klinicystami różnych specjalności zależy od kraju. Jest to zwykle wynik wieloletniego doskonalenia zasad gry między kardiologami i specjalistami innych dziedzin medycyny. Wszystko zależy od specyfiki relacji i współpracy między klinicystami. W przypadku tomografii komputerowej wyjątkowo trudno jest, aby kardiolog samodzielnie oceniał badanie ze względu na współistnienie widocznych zawsze na obrazach TK struktur całej klatki piersiowej, a nie wyłącznie samego serca. W związku z tym, jeśli kardiolog (w jakimkolwiek kraju na zachód od Odry) chce zająć się całościowo diagnostyką serca w tomografii, musi przejść kilkuletnie szkolenie z zakresu diagnostyki obrazowej. Nikogo tam ten fakt nie burzy, ponieważ przesłanką do podnoszenia kwalifikacji lekarza jest zawsze dobro pacjenta. W procesie szkolenia, chcący poszerzyć swoją wiedzę lekarz, przyjmowany jest do zespołu interdyscyplinarnego, dzięki czemu wszyscy zyskują – najwięcej pacjent. Szanowni Państwo w swojej wieloletniej praktyce nie spotkałam się ani razu, aby radiolog i kardiolog nie umieli się porozumieć i stworzyć zdrowych zasad współpracy, gdy obie strony są tym zainteresowane i odnoszą się z szacunkiem do swojej wiedzy. Jeśli w Polsce środowisko kardiologiczne jest zainteresowane wykonywaniem tego rodzaju badań w tomografii (podobnie jak 0,5% kardiologów w USA), to jest to godne pochwały i nie można sobie wyobrazić wręcz lepszego rozwoju sytuacji, pod warunkiem przebycia pełnego szkolenia radiologicznego lub wykonywania badań angio-TK klatki piersiowej wespół w zespół z radiologiem.

Pełny tekst artykułu

Artykuł archiwalny w formacie PDF

Otwórz PDF (200 KB)