Streszczenie
Na izbie przyjęć zajęto się nami w sposób przemyślany i troskliwy. Gdy mówiono, że jakaś czynność zajmie 10 minut i proszono nas o opuszczenie pomieszczenia na ten czas, rzeczywiście po 10 minutach mogliśmy wrócić. Serię badań, które miały potrwać nawet parę godzin, zaplanowano w takim czasie, żebyśmy mogli coś zjeść i zakwaterować się w hotelu. Te drobne, ale taktowne decyzje były zwiastunem głębokiego porozumienia między nami a pracownikami szpitala przez następne 24 godziny naszego pobytu tam. Było dość późno w nocy, kiedy dr K., specjalista od udarów, spotkał się z nami. Zrelacjonował nam wyniki badań, pokazał zdjęcia tomografii komputerowej i szczegółowo wyjaśnił, jak rozległe jest niedokrwienie mózgu. Wszystko to brzmiało bardzo racjonalnie, ale my głównie zastanawialiśmy się, dlaczego przekazujący nam te wszystkie informacje lekarz jest tak poważny. Informacje, które przekazywał, wychodziły daleko poza to, co byliśmy w stanie zrozumieć w tym momencie. Wszystko stało się jasne dopiero wtedy, gdy lekarz zapytał nas, jaka byłaby wola mamy w sytuacji, gdyby trzeba było odłączyć ją od respiratora lub gdyby jej serce przestało bić. Mój ojciec, 90-letni, wciąż czynny zawodowo lekarz, powiedział, że wraz ze swoją żoną (są małżeństwem od 65 lat) dokładnie przedyskutowali tę kwestię i podpisali już wszystkie odpowiednie dokumenty. „Ale” – dodał ojciec – „podpisywaliśmy je, kiedy byliśmy zdrowi, a nie chorzy”. Dr K. wyczuł drżenie w głosie ojca i powiedział łagodnym tonem: „Nie musimy podejmować decyzji w tej chwili. Na razie będziemy wykorzystywać wszystkie możliwe formy leczenia." Rano najbliższa rodzina mamy zebrała się na oddziale intensywnej terapii. Przywitałam się z rodzeństwem i powiedziałam im, że lekarz zajmujący się mamą, dr R., chciałby się z nami później spotkać. Mieliśmy podjąć decyzję. Gdy nadszedł wyznaczony moment spotkania, zostaliśmy zaproszeni do sali konferencyjnej, w której czekali na nas lekarz prowadzący, lekarz neurolog specjalizujący się w udarach mózgu, rezydent oddziału neurologii oraz pielęgniarka opiekująca się mamą. Cały zespół poświęcił nam pełną godzinę. Co więcej, żaden telefon ani pukanie do drzwi nie przerwało naszego spotkania – opieka nad resztą pacjentów musiała być bardzo skrupulatnie zaplanowana na ten czas. Dr R. rozpoczął spotkanie pytaniem „Jaką kobietą była pana żona”, dając w ten sposób do zrozumienia, w jakim kierunku zmierza rozmowa. Ton jego głosu był tak szczery i delikatny, że niektóre osoby z rodziny w pierwszej chwili nie zrozumiały, co kryje się za tym pytaniem. Następną godzinę spędziliśmy, zastanawiając się nad jakością życia mamy przed udarem i jak mogłoby ono wyglądać, gdyby przeżyła. Różnice były ogromne, a wola mamy w takiej sytuacji jasna, ale dr R. dalej w sposób delikatny prowadził z nami rozmowę krok po kroku, uważnie odpowiadał na nasze pytania, wysłuchiwał naszych watpliwości przemyśleń do czasu, aż decyzja wyłoniła się sama. Mieliśmy spędzić z mamą trochę czasu na osobności, później – kiedy będziemy już gotowi – lekarze mieli odłączyć mamę od respiratora.